II część od maja do lipca  
 Wydarzenia parafialne w 2018 roku
 od maja do lipca



  Koncert wiosenny

W niedzielne popołudnie 22 kwietnia w kościele ewangelickim w Radomiu było kolorowo, wesoło i wiosennie. Jednak to nie występ Mazowsza zgromadził słuchaczy na koncercie a Zespół Pieśni i Tańca Wolanianki i nasz chóru im. O. Kolberga. Wolanianki wystąpiły w pięknych strojach opoczyńskich zaś nasi chórzyści zaprezentowali różnorodność strojów ludowych. Można było podziwiać stroje: krakowskie, opoczyńskie, łowickie, radomskie i jeden strój cieszyński.
Dla mnie strój cieszyński zawsze będzie na pierwszym miejscu. Cieszę się, że mogę od czasu do czasu założyć strój mojej babcinki. Tylko żebych się jeszcze nauczyła wiązać te szatkę   …
Koncert Wiosenny to przeważnie repertuar wielkanocny a od pewnego czasu także ludowy. Tradycją koncertów w naszym kościele jest wspólne śpiewanie z publicznością. W tym roku zaśpiewaliśmy razem piosenkę radomskiego zespołu rokowego IRA – Trochę wolniej. Słowa tej piosenki bardzo pasują do współczesnych czasów:
1. Ludzie biegną, Pan co krzyczy też już o jeden krok przed sobą jest.
Modna Pani, nie chce spóźnić się, bo podwyżkę miał dać jej szef.
Młody tata, trzeci etat ma w domu zdąży tylko spać.
Każdy pędem bo ucieka czas, przecież tyle tu ważnych spraw...

Ref.: Trochę wolniej! Po co gonić tak?
W imię czego tracić głowę?
Trochę wolniej! Życie ma swój smak,
noga z gazu... zobacz coś choć raz!

2. Ludzie pędzą, dziecko śpieszy się klucz na szyi ma i szkoły dwie.
Karierowicz biegnie bo ma cel, zdobyć wszystko chce w jeden dzień.
Ważnym gościem trzepie każdy nerw, coś na wczoraj chciałby mieć.
Jakiś oddech, parę krótkich przerw czasu więcej to, stresu mniej.

Ref.: Trochę wolniej! Po co gonić tak? …

    No właśnie, po co gonić tak? Dobrze jest zwolnić, by nie przegapić ważnych momentów w życiu. A tyle piękna jest obok nas! Dlatego warto śpiewać, bo śpiew wycisza i uwrażliwia człowieka. Dobrze jest śpiewać Panu Bogu na chwałę!
dk. Katarzyna Rudkowska




   Goście z Jaworza
   
Zarząd Ewangelickiego Chóru Kościelnego działającego przy parafii ewangelickiej w Jaworzu, podjął decyzję wraz z członkami chóru o wyjeździe w trasę koncertową pod hasłem – Szlakiem 100 LAT Odrodzonej Rzeczpospolitej „JESTEŚMY JEDNO W CHRYSTUSIE”. Koncerty były zaplanowane w Radomiu i w Kielcach. Program zrealizowany został w 100%.
Wyjazd chórzystów wraz z osobami towarzyszącymi- m.in. jechał wójt Gminy Jaworza, dr Radosław Ostałkiewicz – nastąpił 27 kwietnia br w godzinach popołudniowych.
Dwudniowe zakwaterowanie zostało zarezerwowane w Pieńkach. Jest to mała wieś w powiecie radomskim, w gminie Iłża, w województwie mazowieckim. Znajduje się tam hotel i restauracja „Jaskółka”, czyli takie lokum – 2w1. Po przybyciu na miejsce czekała nas wspaniała „obiado-kolacja”, po której rozgościliśmy się w pokojach. Hotel w Pieńkach był naszym punktem wyjazdowym do Radomia i Kielc.
28 kwietnia br., po śniadaniu, wyjechaliśmy do Radomia na spotkanie z pastorostwem Katarzyną i Wojciechem Rudkowskimi oraz z p. Anią Jankowską. Pani Ania była przewodnikiem po Radomiu. Po serdecznym powitaniu nastąpiło zwiedzanie miasta. Pastorostwo wraz przewodniczką oprowadzając nas po Radomiu, starali się przekazać nam jak najwięcej wiadomości o mieście, w którym mieszkają i pracują. Zwiedzanie miasta zostało zakończone w macierzystym kościele ks. Wojciecha Rudkowskiego. Proboszcz parafii przedstawił nam krótką historię kościoła. Po tej krótkiej wycieczce powróciliśmy do hotelu na obiad.
O godz. 15-tej, ubrani galowo wróciliśmy do Radomia na koncert, który odbył się w kościele ewangelickim.
Koncert prowadził opiekun chóru, ks. Władysław Wantulok, a piękne wiersze czytała pastorowa Ania Wantulok. W trakcie koncertu ks. W. Wantulok przedstawił wójta gminy Jaworza -dr Radosława Ostałkiewicza zebranym słuchaczom. Pieśni chóru i wiersze zostały przyjęte ogromnym aplauzem. Muszę zaznaczyć, że pomimo małej ilości ewangelików mieszkających w Radomiu, kościół był pełny słuchaczy.
Po koncercie, przebrani w „cywilne” ubrania, udaliśmy się na „ogrody” parafii, gdzie przygotowany był grill. Jedzenia było do wyboru w asortymencie, jak i w smaku. Swoje umiejętności kulinarne, ku uciesze wszystkich uczestników spotkania, reklamował sam gospodarz. Były rozmowy, śpiewy oraz wspomnienia radomskich parafian i chórzystów z pobytu w Jaworzu w czasie uroczystości obchodów 500 lat Reformacji. Na pamiątkę naszego spotkania, ks. W. Wantulok wręczył pastorostwu Rudkowskim książkę pt. „U nóg Zbawiciela”. Po kolacji nastąpił powrót do hotelu.
Niedziela-29 kwiecień br.-to ostatni dzień pobytu na mazowieckiej ziemi. Przed nami był jeszcze koncert w Kielcach. Po śniadaniu i spakowaniu bagaży, znów ubrani galowo, pojechaliśmy do Radomia na nabożeństwo.
„Chodzić wciąż z Panem”, „Gdy byłem w ogrodzie” i „Alleluja Bogu cześć”- to pieśni, które ubogaciły nabożeństwo. Słowo Boże, przeznaczone na 4 niedzielę po Wielkanocy /Cantate/, wyjęte z Dz. Apost.16,23-34, rozważał ks. W. Wantulok. Liturgię prowadziła dk Katarzyna Rudkowska.
Po nabożeństwie zostaliśmy zaproszeni na mały poczęstunek, podczas którego pożegnaliśmy się z parafianami. I kierunek – Kielce.
W związku z krótkim czasem, zwiedzanie Kielc ograniczone zostało do pójścia do „Kadzielni”. Szybki dojazd do kościoła ewangelickiego pw. św. Trójcy, gdzie na parafii  przygotowaliśmy się do koncertu. W kościele krótka próba i występ. Nooo… Ten koncert będziemy pamiętać bardzo długo. Nazwany został koncertem „piorunującym” lub „elektryzującym”. Wyjaśniam, skąd taka nazwa. Od samego rana w czasie naszej podróży, przed nami albo za nami, towarzyszyła nam burza /i to nie byle jaka/. W trakcie koncertu w końcu nadeszła nad Kielce. I się zaczął prawdziwy koncert z hukiem, ulewnym deszczem. Finał był nieprzewidywalny. Podczas naszego śpiewu, burza wykonała ostatni swój akord, strzelając piorunem w wieżę kościoła. Huk był niesamowity, a z wiszących lamp posypały się iskry… Zrobiło się ciemno i tak dziwnie. Sytuację uratowała pastorowa Katarzyna, włączając zapasowe bezpieczniki. Dokończyliśmy już nasz występ szczęśliwie.
Podsumowując wyjazd chóru, można napisać, iż tournée koncertowe Szlakiem 100 lat Odrodzonej Rzeczpospolitej pt.: „Jesteśmy jedno w Chrystusie” było bardzo udane. Nasz śpiew zrobił ogromne wrażenie na słuchaczach. Repertuar dobrany był tak, aby każda następna pieśń dawała nowy ładunek energii nie tylko słuchającym, ale również nam-chórzystom. Pozytywne wrażenia z koncertów znalazły uznanie wójta U. Gm. dr Radosława Ostałkiewicza.
Urząd Gminy w Jaworzu miał swój udział finansowy w wyjeździe, a sprawy związane z dotacją prowadził Józef Król. Organizatorem wyjazdu był prezes chóru – Roman Chmiel.
Renata Podstawny




   Zjazd Chórów

19 maja 2018r, wraz z chórem ewangelickim im. Oskara Kolberga, pojechaliśmy do Tomaszowa Mazowieckiego, by tam uczestniczyć w corocznym Zjeździe Chórów.
Rankiem tego dnia, spotkaliśmy się wszyscy razem przy kościele ewangelicko-augsburskim w Radomiu. Pogoda niestety nie była zbyt przyjemna, dlatego zmuszeni byliśmy nałożyć ciepłe bluzy i kurtki na nasze chórowe koszulki. Ustawiliśmy się w ciasnym kręgu i rozmawiając, czekaliśmy na pozostałych członków chóru. Kiedy wszyscy już przybyli, podzieliliśmy się i wsiedliśmy do samochodów, by ruszyć do uroczego miasteczka, jakim jest Tomaszów Mazowiecki.
W czasie drogi zdążyło się rozpogodzić i na miejscu powitało nas piękne słońce. Wjechaliśmy na posesję kościoła i zostawiliśmy pojazdy na tamtejszym podwórku. Powitał nas ks. Wiesław Żydel. Poszliśmy za nim do ogrodu, mieszczącego się za kościołem. W rozstawionym tam dużym namiocie, czekał na nas poczęstunek, by nabrać sił po wczesnej pobudce i męczącej podróży. Chórzyści mogli napić się kawy lub herbaty i zjeść przygotowane ciasta. Nad wszystkim czuwała p. Bożena Zamarska, bardzo miła pani, która była w stanie od razu nam pomóc, gdybyśmy tylko czegoś potrzebowali. Podczas gdy uzupełnialiśmy energię, jedząc pyszny sernik i ciasto rabarbarowe (które najbardziej przypadły nam wszystkim do gustu) nasza dyrygentka, pani Kasia Rudkowska, przyniosła dla nas prezenty od organizatorów- zawierały one między innymi kilka broszurek i przewodników po mieście, w którym się znajdowaliśmy, kieszonkowy egzemplarz Pisma Świętego, kotylion w narodowych barwach i upominek, który najbardziej mi się spodobał, czyli zdobiona ceramiczna płytka z różą Lutra.
Zjazd rozpoczął się od nabożeństwa odprawionego w kościele. Wzięły w nim udział wszystkie przybyłe chóry- Chór Parafii Św. Mateusza z Łodzi, Chór Ewangelicki im. Oskara Kolberga z Radomia, Chór Semper Cantamus z Warszawy, Chór Vox Gaudii z Warszawy, Chór Parafii Wniebowstąpienia Pańskiego z Warszawy oraz Chór Concordia ze Zgierza. Podczas uroczystości, zostaliśmy oficjalnie powitani przez organizatorów, wysłuchaliśmy utworów organowych, wykonywanych przez p. Emilię Dziubińską oraz kazania wygłoszonego przez ks. Wojciecha Rudkowskiego, a także wspólnie odśpiewaliśmy kilka pieśni.
Po nabożeństwie, nadszedł czas na warsztaty dla chórów prowadzone przez p. Zuzannę Kuźniak oraz dla dyrygentów, które prowadził p Witold Błaszczyk. Warsztaty chórowe także odbywały się w kościele natomiast te dla dyrygentów w domu parafialnym. Podczas warsztatów chórowych poznaliśmy kilka nowych rozśpiewek, a także przydatnych technik i ciekawostek. W trakcie nich odbyła się także próba do wspólnego wykonania przez wszystkie chóry dwóch pieśni - pierwsza z nich to polski średniowieczny hymn Gaude Mater Polonia w opracowaniu T. Klonowskiego, a druga - Nieście chwałę mocarze, według Psalmu 29 do muzyki Mikołaja Gomółki. Pieśni te ćwiczyliśmy najpierw podzieleni na głosy- soprany z altami i tenory z basami, a następnie ustawiliśmy się przed ołtarzem, śpiewając już jako jeden wielki chór. Pozwoliło to nam wszystkim na wspólne zintegrowanie się, co było przecież jednym z ważniejszych celów tego spotkania.
Po warsztatach, każdy chór miał czas na zrobienie swojej własnej próby w kościele, według ustalonego harmonogramu. Mieliśmy zatem chwilę przerwy, by odetchnąć i wymienić się spostrzeżeniami zarówno między sobą, jak i z osobami będącymi na warsztatach dla dyrygentów. Oni także nabyli nowych umiejętności, dzięki którym nasza dyrygentka mogła udoskonalić swoje techniki. Były to pierwsze takie warsztaty i mam nadzieję, że nie ostatnie. Bo tak jak śpiewacy potrzebują ciągłego doskonalenia, tak samo i dyrygenci.
Po indywidualnych próbach w kościele nadszedł czas na obiad. Dostaliśmy karteczki, za które mogliśmy wziąć zupę gulaszową i świeże bułki. Zjedliśmy w ogrodzie, rozmawiając i zapoznając się z członkami innych chórów.
W planach całego wydarzenia, było także zwiedzanie miasta, a więc ruszyliśmy w stronę rynku. Podczas spaceru, mogliśmy podziwiać malownicze miasteczko oraz mijane zabytki architektury. Weszliśmy także do mieszczącego się przy rynku dawnego kościoła ewangelickiego, w którym przewodnik opowiedział nam jego historię. Kościół ten, przez bardzo długi czas nie był dostępny dla mieszkańców miasta. Jednak kiedy postanowiono otworzyć jego wrota, przyciągnął on w swe progi wielu zainteresowanych. Co ciekawe, całe jego wnętrze było wykonane z drewna, co nadawało mu świetną akustykę. Aby najlepiej się o tym przekonać, wraz z chórem zaśpiewaliśmy w nim pieśń Hava Nagila. No i trzeba to przyznać- kościół ten byłby idealnym miejscem do koncertowania, gdyż nie potrzeba w nim żadnego nagłośnienia.
Po zwiedzaniu kościoła znalazł się czas na chwilę odpoczynku w pobliskiej lodziarni, na obejrzenie starego, ale jakże pięknego budynku sądu oraz na przejście się wzdłuż fontann. Wraz z kilkoma innymi chórzystami miałam przyjemność odwiedzić pobliski park, w którym prowadziliśmy przyjemne pogawędki wśród cieni drzew i śpiewu ptaków.
Zbliżał się czas koncertu wszystkich zgromadzonych chórów. Wraz z innymi naszymi chórzystkami zebrałyśmy się w sali domu parafialnego, by tam założyć nasze białe stroje.
Wchodząc do pomieszczenia, zainteresował mnie jego nietypowy kształt. Pod sufitem zawieszona była zabudowana antresola. Spytałam się, czy nikt nie ma nic przeciwko, żebym mogła na nią wejść i ją obejrzeć. Nie usłyszałam sprzeciwu, zatem pokierowałam się w stronę drabinki. Wspięłam się po niej i stanęłam na jej szczycie. Cóż, nie tego się spodziewałam- wśród wszechobecnego kurzu i ogólnego nieładu stało tu tylko krzesło i mały stolik, oświetlone wątłym światłem wpadającym przez okienko. Już miałam stąd iść, kiedy po swojej prawej stronie zauważyłam kolejne schodki, prowadzące jeszcze wyżej. Spojrzałam tylko w dół, czy nikt mnie nie oczekuje, po czym z wielką ciekawością weszłam na kolejne piętro.
Znalazłam się na poddaszu. Było jasno oświetlone przez okna dachowe. Wyglądało na przytulne, mimo panującego tu, strychowego nieporządku. Stało tu łóżko, stół, a nawet kominek, wszystko wykonane było z jasnego drewna. Byłam zadziwiona tym miejscem, jednak to uczucie wzrosło jeszcze bardziej, gdy w ścianie zauważyłam kolejne przejście. Chwilę zastanawiałam się czy iść tam czy nie iść, bo może nie wolno? Albo ktoś tam jest? Jednakże ciekawość wygrała i weszłam do kolejnego pomieszczenia. Znajdowało się w nim pełno starych mebli, panował mrok. Przejście ciągnęło się dalej i doprowadziło mnie do jeszcze większego pomieszczenia. Idąc dalej, powoli uświadamiałam sobie, że tak naprawdę jest to jeden wielki, niekończący się kompleks mieszkalny. Eksplorując coraz to nowe zakamarki, udało mi się wejść do około dwudziestu pokoi! W każdym znajdowało się wyposażenie rodem wyjęte z drugiej połowy ubiegłego wieku. I tak odwiedziłam: wielki ciemny korytarz, dwie połączone sale z rzędem łóżek piętrowych, kolorowe, wyposażone kuchnie z witrażowymi okienkami w suficie, małe pokoje hotelowe, sypialnie z rozkładanymi kanapami, umeblowane salony ze starymi, zdobionymi meblami, klatkę schodową, małe, wąskie pokoje, które przez swój dziwny kształt nie nadawały się do niczego oraz stare, ciemne łazienki z rzędami umywalek, pryszniców i pieców kąpielowych. Chodziłam oniemiała po tych wszystkich pomieszczeniach i zastanawiała mnie ich historia: do czego służyły, kto w nich mieszkał i dlaczego to wszystko jest teraz w takim stanie? Z powodu braku większej ilości czasu, po obejrzeniu wszystkiego musiałam znaleźć drogę powrotną i wrócić do reszty chórzystów, by nie spóźnić się na nasz koncert.
Białe niczym anioły, z przypiętymi przy piersi kolorowymi, wełnianymi kwiatami, ruszyłyśmy wspólnie z męską częścią naszego chóru do kościoła. Tam czekała na nas uczta duchowa – Koncert Galowy, który wpisany był w tomaszowską Noc Muzeów. Publiczność dopisała, bowiem koncert zgromadził ok. 170 śpiewaków i tyleż samo słuchaczy.
Zjazd Chórów odbywał się pod hasłem: Błogosławiony naród, którego Pan jest Bogiem. Temat ten ściśle łączył się z obchodami 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości. Dlatego gościem honorowym tegorocznego Zjazdu był Chór Akademicki Wojskowej Akademii Technicznej w Warszawie. W jego wykonaniu usłyszeliśmy pieśni kościelne jak i patriotyczne. Czystość śpiewu, brzmienie, ciekawe aranżacje utworów dopełniły całości tego Muzycznego Święta, jakim jest Diecezjalny Zjazd Chórów.
Martyna Nowak




   Wycieczka KU PÓŁNOCY

Szybko upływa czas – czas zimowy zmienia się w czas wiosenny, dzień coraz dłuższy, wydarzenia  jedno po drugim: jarmark wielkanocny, koncert wiosenny, diecezjalny zjazd chórów i już niedługo czas letni,  a wraz z nim zakończenie sezonu artystycznego. Kulminacją i ogromnie oczekiwaną atrakcją sezonu jest wspólny wyjazd rekreacyjno-artystyczny członków chóru wraz z bliskimi oraz chętnymi parafianami do…..No właśnie – dokąd w tym roku? Nasza dyrygent diakon Katarzyna Rudkowska obmyśla i przygotowuje co roku inną trasę i inne ciekawe miejsca, które możemy zwiedzić i w których możemy spotkać się ze społecznościami ewangelickimi, robiąc to, co lubimy najbardziej – śpiewać.  W tym roku nasza wycieczka odbywa się pod hasłem „Ku Północy”. A jaka kraina jest na północy? Oczywiście Warmia. Wyjazd w samo południe we czwartek 31 maja do Pasłęka, który będzie naszą bazą wypadową. Po drodze zwiedzimy zamek krzyżacki i kościół ewangelicki w Nidzicy, a w kolejnych dniach długiego weekendu odwiedzimy Malbork, Mikołajki Pomorskie, Frombork, Morąg, Ornetę, Krosno (nie mylić z Krosnem w Podkarpackiem!!). Wycieczkę zakończymy w Elblągu. 
    Zapakowani w autokar, jedziemy. Jak tylko opuściliśmy równiny Mazowsza, za oknami pojawiły się rozległe, jasne i ciche zielone przestrzenie – piękne, pofałdowane łąki i pola, zagajniki i lasy, a na miedzach bujne, jasne krzewy  kwitnącego czarnego bzu. Odpoczynek dla oczu, ukojenie dla duszy. Po drodze pan Stefan (Luter z Kielc, jak mi się przedstawił!) wykorzystując czas, odświeża naszą wiedzę o Zakonie Krzyżackim i burzliwych wydarzeniach ponad trzystuletniej historii relacji Polski z Zakonem, które zdominowały dzieje tych ziem. Dobrze, że  pan Stefan nie czuł się w obowiązku kontynuowania naszej najnowszej tradycji, wprowadzonej przez księdza Rudkowskiego: przy każdym występie chóru – konkurs. Co prawda z nagrodami, ale zawsze to stres.
    Pierwsza przerwa w podróży to Nidzica, niewielkie, 14,5 tysięczne miasteczko. Na miejscu, u podnóża zamku, czeka pan przewodnik, który prowadzi nas przez piękny XIX-wieczny park na górę i w błyskawicznym tempie potoczystej mowy - po części własnymi wierszami - wprowadza w daty, okoliczności, wydarzenia i tajniki historii tego miasta i zamku ….. Na pewno było to ciekawe….ale nie pytajcie o szczegóły.
    Robi wrażenie potężna budowla z polnego kamienia i czerwonej cegły, usytuowana na wysokim wzgórzu nad bagnistą doliną Nidy! Zamek krzyżacki w Nidzicy jest największym pokrzyżackim zamkiem rezydencyjno – obronnym na Mazurach; wraz z ufortyfikowanym miastem należał również do najsilniejszych krzyżackich obiektów militarnych. Powstał w drugiej połowie XIV wieku, był siedzibą krzyżackich komturów i prokuratorów, a w późniejszym okresie  mieściły się w nim urzędy miejskie, sąd, również więzienie. W wyniku działań wojennych podczas II wojny światowej Nidzica została zniszczona w 70%, a sam zamek  częściowo spłonął. Odbudowany w latach sześćdziesiątych, obecnie mieści lokalne instytucje społeczno-kulturalne. Jedną z nich jest autorska galeria Hieronima Skurpskiego, działacza na rzecz polskości Mazur, a także malarza, grafika i  rysownika. Jego prace znajdują się w znanych muzeach polskich, m.in. w Muzeum Sztuki Współczesnej w Radomiu. Jeśli czytelnik zwiedzając nasze Muzeum zobaczy nazwisko „Skurpski”, to już będzie wiedział, skąd on. Nie mieliśmy niestety czasu na zwiedzanie zamku i znajdujących się w nim zbiorów, ponieważ czekał na nas kościół ewangelicki i ksiądz Roland Zagóra.
    Historia kościoła ewangelickiego w Nidzicy odzwierciedla burzliwe i zmienne koleje losu ewangelików i katolików na tych ziemiach. Obecnie użytkowany przez luteranów kościół został wzniesiony przez katolików, którzy w większej liczbie zaczęli osiedlać się w mieście na początku XIX wieku. Do budowy kościoła przystąpiono w 1858 roku, a świątynia służyła katolikom do 1948 roku. Po zakończeniu II wojny światowej wzrost liczby ludności napływowej wyznania katolickiego spowodował, że ówczesne władze przekazały na rzecz tej wspólnoty również znajdujący się w mieście kościół ewangelicki. Protesty ewangelików spowodowały, że dokonano zamiany kościołów. Ewangelicy, których było coraz mniej, otrzymali niewielki kościół katolicki, natomiast katolicy zatrzymali świątynię protestancką, która zresztą została zbudowana wraz z miastem i do czasów reformacji była świątynią katolicką. Od 1948 roku obecny kościół ewangelicki został wyposażony w wiele cennych zabytków sztuki sakralnej, przeniesionych z dawnych kościołów ewangelickich znajdujących się na terenie południowych Mazur.
    Wieczorem dotarliśmy do Pasłęka, gdzie w schronisku młodzieżowym, funkcjonującym przy Zespole Szkół Ekonomicznych i Technicznych mamy zarezerwowane miejsca noclegowe. W schronisku jest wszystko co strudzonym podróżnym potrzeba - sypialnie, łazienki i kuchnia z wyposażeniem i tylko wyjątkowo gorące lato tegoroczne prowokuje do wzdychania: ach, klimatyzacja! Pasłęk to kolejne miasto z interesującą historią i zamkiem krzyżackim, wpisanym w krajobraz. Mury miejskie z basztami i bramami intrygująco otaczają stare miasto, nie pozwalają zajrzeć w głąb uliczek. Na razie jednak nie mamy czasu go zwiedzać, przed nami wyjazd do Malborka.
       Pasłęk jest pięknie położony w dolinie rzeki Wąska. To niewielkie miasteczko o długiej historii zostało założone po podbiciu Prus przez Krzyżaków pod koniec XIII wieku, na miejscu wczesnośredniowiecznego grodu pruskiego plemienia Pogezanów. Pogezania to prawdopodobnie – z jęz. pruskiego – „kraj porośnięty zaroślami”. Bardzo romantycznie!? I prawdziwie. Po zakończeniu II wojny światowej Pasłęk znalazł się w granicach Polski, zniszczony w 80% przez działania wojenne oraz podpalenia dokonane przez żołnierzy radzieckich. Zachowało się jednak sporo zabytków. Przede wszystkim regularny układ gotycki i znaczne fragmenty murów obronnych o wysokości ok. 8 metrów i długości 1200 metrów, z basztami i dwiema bramami z XIV w., kamieniczki z XVIII i XIX w., kościół św. Bartłomieja z pierwszej połowy XIV w., zamek krzyżacki. W kościele znajdują się organy wykonane przez gdańskiego mistrza Andreasa Hildebrandta, największe XVIII-wieczne organy w północnej Polsce. Starannie odrestaurowane, od 2013 roku są głównym instrumentem corocznego festiwalu organowego. Podziemia pasłęckiego zamku krzyżackiego, dwupiętrowe lochy pod basztą, są wskazywane jako miejsce ukrycia słynnej Bursztynowej Komnaty. Jest to tylko hipoteza, ale dopóki podziemia nie zostaną spenetrowane, nie można jej wykluczyć.
    Ten króciutki opis pokazuje, jak atrakcyjnym miejscem może być Pasłęk dla turysty. Ale dla naszej chórowej rodziny najbardziej atrakcyjny był położony u stóp murów miejskich ……Park rekreacyjno-edukacyjny. Pięknie zaprojektowany i wspaniale wyposażony Plac Zabaw budził nasz nieustający entuzjazm. Tyrolka (dozwolona do 140 lat), trampoliny, siłownia, ławki pod zadaszeniem w otoczeniu drzew i krzewów, fontanna i iluminacja murów, budka z lodami to tylko kilka z atrakcji dla „starszych” i młodszych dzieci. 
    W programie drugiego dnia wycieczki znajduje się zwiedzanie Malborka i koncert w kościele ewangelickim w Mikołajkach Pomorskich. Zamek krzyżacki w Malborku to znane miejsce. Był największą ceglaną twierdzą w Europie, symbolem potęgi jednego z najbogatszych i najlepiej zorganizowanych państw średniowiecza, jego stolicą i rezydencją wielkich mistrzów zakonu krzyżackiego w latach 1309–1457. Mimo, że Malbork jest właściwe kojarzony jako niegdysiejsza stolica Zakonu Krzyżackiego, historia zamku nie jest powszechnie znana. Dopiero usłyszana z ust kompetentnego przewodnika odkrywa wiele niezwykłych szczegółów, powiązanych z historią Polski. Dość powiedzieć, że wojsko polskie, mimo dwukrotnego oblegania zamku po bitwie pod Grunwaldem, nigdy go nie zdobyło. A jednak 7 czerwca 1457 roku nastąpił tryumfalny wjazd Kazimierza Jagiellończyka do krzyżackiej fortecy. Zamek nie został zdobyty, ale wykupiony za ogromną sumę od najemników broniących twierdzy. W późniejszym okresie Pałac Wielkich Mistrzów był nawet rezydencją królów polskich, ale zamek pełnił także rolę magazynu wojskowego i koszar oraz nazistowskiej twierdzy.
Czytelnika, ciekawego szczegółów, odsyłam do innych, obszerniejszych źródeł. W Malborku znajduje się jedna z największych na świecie figur Najświętszej Maryi Panny, ponad ośmiometrowa, pokryta mozaiką. Umieszczona w zewnętrznej wnęce kościoła zamkowego przetrwała do 1945 roku, kiedy to zniszczyły ją pociski artyleryjskie. Na szczęście na skutek starań historyków, przewodników i miłośników zamku rzeźbę udało się odtworzyć, wykorzystując do tego zachowany materiał ze starej figury (blisko 15 ton!). Pokrytą kolorowymi płytkami Madonnę można oglądać na jej dawnym miejscu od 2016 roku.
    Zamek krzyżacki w Malborku jest wpisany na listę światowego dziedzictwa kulturowego UNESCO, a w plebiscycie „Rzeczpospolitej” z 2007 roku został uznany za jeden z siedmiu cudów Polski. Obecnie, starannie odrestaurowany, zamek olśniewa rozmachem, przemyślaną konstrukcją, piękną architekturą i zdobieniami, których resztki są widoczne w niektórych pomieszczeniach. Zachwyceni przemierzaliśmy z przewodnikiem zamkowe korytarze i sale, przeciskając się w tłumie turystów, ale nasza dyrygentka musiała jeszcze coś sprawdzić. Czy zamek spełnia wymogi akustyczne? Jak się śpiewa w refektarzu? Sprawdziliśmy! Chórzyści – ustawiamy się tutaj, szybciutko, raz, dwa, trzy, zaczynamy: Va, pensiero! Świetnie! Zaskoczenie zwiedzających, brawa. Idziemy dalej. A jak śpiewa się w kościele? Chórzyści – „Jezus najwyższej godzien chwały”. Pięknie niesie się głos, pieśń chwały dla Pana brzmi doniośle i wspaniale. I znów brawa, a turyści z Azji robią nam zdjęcia. Niezapomniane chwile, niezatarte wrażenia. A zamek dostał certyfikat zdatności, także pod względem akustycznym
    Pełni wrażeń, ale jednak zmęczeni (zamek jest ogromny), udajemy się na obiad i krótki odpoczynek. Potem przejazd do Mikołajek Pomorskich na pierwszy w czasie tego weekendu, planowany koncert. Mikołajki Pomorskie to wieś gminna, zamieszkiwana przez niespełna 4000 osób. Jak wiele innych miejscowości na tym terenie, jej powstanie wiąże się z panowaniem zakonu krzyżackiego, chociaż miejsce to było zamieszkiwane dużo wcześniej. Obecna nazwa Mikołajek to tłumaczenie dawnej nazwy niemieckiej: Niklausdorf. Wspólnota ewangelicko-augsburska powstała na przełomie XIX i XX, a kościół został zbudowany w latach 1900-1904.
Na początku XX wieku sytuacja narodowościowa na terenie wsi była skomplikowana. W spisie powszechnym z 1910 narodowość polską zadeklarowało 251 osób, a 277 niemiecką. W wyniku plebiscytu z 1920 roku wieś pozostała w granicach Niemiec. W okresie dwudziestolecia międzywojennego wielu mieszkańców nie przypisywało sobie jednak żadnej narodowości, posługiwali się oni tzw. gwarą sztumską.
    Nam Mikołajki pozostaną w pamięci jako miejsce, gdzie zostaliśmy wysłuchani i przyjęci z ogromną życzliwością, gościnnością, nakarmieni i napojeni, gdzie mogliśmy śpiewać i rozmawiać. Dziękujemy! Nic dziwnego, że po kolacji w formie grilla, nie mogliśmy Mikołajek opuścić. Wąskie uliczki? Roboty drogowe? A może jednak siła przyciągania wspaniałej kolacji? W końcu nasz niezawodny kierowca, tyłem bo tyłem, ale jednak dał radę wyprowadzić autokar ze wsi. Wracamy do Pasłęka, czas na odpoczynek. Ale Plac Zabaw kusi. 
relacja z pierwszych dwóch dni
Anna Mężyk


Sobota 2 czerwca, dzień trzeci

    Naszą bazą noclegową jest  schronisko młodzieżowe w Pasłęku. To małe ale bardzo malownicze miasteczko  Po śniadaniu mały spacer po Pasłęku (plac zabaw, kościół ewangelicki, Biedronka) i zbiórka przy autokarze.
- Jakoś opornie nam to poszło, biednemu panu kierowcy udało się nas zebrać dopiero za trzecim podejściem. Kto by pomyślał, że są dwie Biedronki w takim małym mieście. Totalna niesubordynacja - ksiądz Wojtek niezadowolony. A jednak łatwo można się rozproszyć  i zagubić w małym Pasłęku …
    Wyruszamy do Morąga do pałacu Dohnów. Obecnie mieści się w nim Muzeum im Johana Gotfrieda Herdera - prezentując jego sztukę oraz rzemiosło artystyczne regionu byłych Prus. Sam pałac został zbudowany w stylu barokowym a uroku temu miejscu dodają krzewy czerwonych  pnących róż oplatające wejście budynku. Następny punkt naszej wycieczki to Orneta - małe gotyckie miasto o pięknej architekturze, świadczącej o bogatej historii, o której opowiada nam ksiądz Marcin Pilch. Mamy też wolną chwilkę na kawę i ciasteczko w małej słodkiej cukierni  - nareszcie coś dla łasuchów. :) Potem wystawa w budynku ratusza przedstawiająca wojenną  historię Ornety. Przemiły młody człowiek opowiada nam o okręcie wojennym, który cumował w miejskim porcie podczas drugiej wojny światowej. W ostatniej chwili  biegniemy z nim do pobliskiej Galerii Art Nova na wystawę Telegramów Kościuszkowskich. Trudno oderwać się od oglądania pożółkłych lecz wciąż pięknych dokumentów.  Jednak czas nagli  więc maksymalnie przyspieszamy kroku, autokar czeka - ks Wojtek obrzuca nas srogim spojrzeniem - to już drugie spóźnienie na dziś .
    Następny etap naszej podróży to Sanktuarium pod wezwaniem  Najświętszej Maryi Panny w Krośnie. Autobus mknie przez coraz węższe dróżki  wijące się wśród łanów zbóż i czerwieni maków. Mijamy wioski pełne zamieszkałych bocianich gniazd - trudno je zliczyć. :) Nagle nieoczekiwanie wśród pól ukazuje się majestatyczna budowla - jej widok zaskakuje. Skąd na tym pustkowiu tak piękny kościół? Legenda opowiada o dzieciach, które znalazły figurkę Matki Boskiej, później postawiono kapliczkę z ową figurką, do której zaczęli napływać  liczni pielgrzymi a z czasem wybudowano Sanktuarium. Wchodzimy przez okazałą bramę, bogato zdobiona fasada robi wrażanie. Kościół otacza system krużganków. Uwagę Halinki i moją przykuwają schowane na tyłach budynku piękne stare nagrobki - aż chciałoby się dowiedzieć o nich więcej. Wchodzimy do środka - otacza nas wnętrze pełne przepychu-przebogaty ołtarz i równie wspaniały chór z organami. Wysokie strzeliste sklepienie nasuwa nam myśl - jak zabrzmi tu nasz śpiew? Czekamy na znak naszej pani dyrygent i za chwilę  nasze głosy wypełniają świątynię - niezapomniane wrażenie, aż dostaję gęsiej skórki. Powoli opuszczamy  sanktuarium, jeszcze na chwilę zatrzymuję się przed ołtarzem, zapalam  świecę i modlę się za zdrowie mojego chorego taty.
    Czas ruszać w dalszą drogę. W autokarze  nasza kochana Kasia ma dla nas niespodziankę -  obiadu dziś nie będzie! Wszyscy myślą, że to żarcik ale ona naprawdę pomyłkowo zamówiła obiad  w Krośnie w woj podkarpackim a nie w warmińsko-mazurskim :) Ale Kasia nie traci ducha! Szybki telefon i sytuacja zostaje opanowana - obiad jednak będzie i to na bogato, na dobre nam to wyszło!
Udajemy się do Fromborka. Pierwsze kroki kierujemy na przystań -trzeba przywitać się z morzem! Potem idziemy do  Bazyliki - w tej  przepięknej  gotyckiej budowli człowiek czuje się jak pyłek  we wszechświecie. Nasz chór będzie śpiewał podczas mszy -więc najpierw próba na tyłach kościoła – przepiękna gotycka sala. Trochę mamy tremę w tak pięknym miejscu, a i dostojni Jubilaci obchodzą rocznicę ślubu. W miarę jak śpiewamy na twarzach zgromadzonych w katedrze ludzi pojawiają się uśmiechy. Na koniec Kasia dostaje w podziękowaniu wielki i pachnący bukiet piwonii - jak miło :)
Ale to nie koniec przyjemności. Po nabożeństwie w katedrze zostajemy sami i specjalnie dla nas pan przewodnik przedstawia nam historię bazyliki. Jego opowieść jest bardzo ciekawa, pełna tajemniczych szczegółów i anegdot. Odwiedzamy symboliczną kryptę Mikołaja Kopernika. Pan przewodnik opowiada o pracach archeologicznych i wciąż nierozwikłanych zagadkach Fromborka - można  się poczuć jak bohater z książek o przygodach Pana Samochodzika :) Widać, że ten człowiek kocha to co robi, a praca w katedrze to jego pasja. Gdy autokar już rusza widzimy pana przewodnika, jak skromny i niepozorny odjeżdża na rowerze do domu - a przecież to on przed chwilą ożywił przed nami historię kościoła i ludzi sprzed lat -machamy na pożegnanie.
Czas na powrót do naszego schroniska do Pasłęka na kolację.
Nic nie było zwyczajne tego dnia i nasze  kolacje też zwyczajne nie są. Wszystko trzeba przedyskutować, każdy ma do opowiedzenia coś ciekawego. Siedzimy do późna, jakby szkoda było czasu na sen a przecież jutro czeka nas niedziela w Elblągu i powrót do domu.
Myślę, że zawsze miło będzie nam wrócić wspomnieniami do tych pięknych czerwcowych dni naszej chórowej wycieczki Ku Północy. Choćby ze względu na podróż przez pola zbóż przetykane czerwienią maków. Każdemu chórowi życzę możliwości zaśpiewania na zamku w Malborku, w Sanktuarium w Krośnie czy Bazylice we Fromborku. Przeżycia tylu podniosłych chwil i wspólnych wzruszeń.
Kasiu  to wszystko Twoja zasługa! Dziękujemy Ci i czekamy niecierpliwie na więcej :)

relacja z dwóch ostatnich dni
Elżbieta Gołosz




   English Camp III edycja

 Woda  - była tematem przewodnim tegorocznych Półkolonii English Camp III edycja, które odbyły się na parafii w Radomiu od 23 do 27 lipca. Uczestnicy, oczywiście w języku angielskim, poznawali historie biblijne, w których występuje woda: Stworzenie Świata, Arka Noego, Przejście Izraelitów przez morze, prorok Jonasz i jego ucieczka statkiem, Chrzest Jezusa w Jordanie i na końcu historia na rzece Pilica. Dla przypomnienia dopowiem, że Pilica nie występuje w Biblii ale w bliskim sąsiedztwie Radomia. Jednak naszą opowieść rozpocznijmy od początku … 
 O godzinie 7.30 przybywają na parafię pierwsi uczestnicy. Niektórzy jeszcze zaspani, bo kto to widział tak wcześnie wstawać w wakacje! Pierwszymi uczestnikami zajmowała się grupa energicznych dziewczyn: Ula, Kornelia i Klaudia x2, zaś nad rejestracją czuwały: Emilka, Anielka i Amelka. Taki komitet powitalny wyprawiał wszystkich w dobry nastrój!
O godzinie 8.30 był pierwszy posiłek, śniadanie. W tym roku kulinarną oprawę zapewniały sympatyczne panie kucharki ze Szkoły Podstawowej nr 7. Jedzenie było przepyszne, a kto miał ochotę na dokładkę mógł nawet kilka razy startować do okienka.
Godzina 9.00 to otwarcie dnia historią biblijną. Na czas Półkolonii radomski kościół przeobraził się nie do poznania. Na ścianach pojawiły się wielkie obrazy: Arki Noego i Mojżesza torującego drogę przez Morze Czerwone, a przez środek zamiast dywanu płynęła woda, na szczęście sztuczna. Historie biblijne opowiadał pastor Mike. Jego opowieści, choć po angielsku, rozumiały prawie wszystkie dzieci. Dlaczego? Bo były bardzo ekspresywnie opowiadane. Często dzieci wcielały się w różne postacie biblijne. Opowieść o Arce Noego przeobraziła wszystkie dzieci w zwierzęta. Przed ołtarzem pojawiły się: słonie, lwy, żyrafy, małpy, zebry czy tygrysy. Natomiast historię biblijną o Jonaszu wszyscy zapamiętają, gdyż pastor Mike wcielił się w głos Boga, zaś ksiądz Wojtek w Jonasza, chowającego się w różnych miejscach kościoła.
Otwarcie dnia, choć poruszało poważne historie biblijne, to wypełniało kościół śmiechem, pieśniami i pozytywną energią.
Od godziny 9.30 do 11.00 uczestnicy dzielili się na grupy. W trzech grupach wiekowych odbywało się: „Activites in smaller groups” czyli krzyżówki, łamigłówki, prace plastyczne i zabawy z językiem angielskim poszerzające opowiadaną wcześniej historię biblijną. Grupę najmłodszą miały pod swoją opieką: Sally i Paige, a tłumaczką była Kornelia. Team grupy średniej tworzyły: Debi a tłumaczyły dwie Klaudie. Natomiast grupę najstarszą, która swe zajęcia miała na tyłach kościoła, prowadził pastor Mike a tłumaczyły: p. Renatka i Ula.
Po zajęciach w grupach, znów wszyscy spotykaliśmy się w kościele. Tam na dzieci czekał konkurs ze słodkimi nagrodami a także historia misyjna. W tym roku pastor Mike opowiadał historię Ammy Carmichael z Irlandii, która pracowała jako misjonarka w Indiach. Tym razem w rolę tłumacza wcielił się ks. Wojtek.
Godzina 12.00 to czas na Lunch, składający się z dwóch dań. W układaniu jadłospisu brały udział dzieci, tak więc znalazły się w nim wszystkie te dania, które dzieci najbardziej lubią.
Po obiedzie był czas na wycieczki. Dzięki dotacji z Gminy Miasta Radomia dzieci mogły wziąć udział w warsztatach tkackich w Bliżynie i warsztatach garncarskich w Orońsku. Podczas warsztatów tkackich dzieci mogły poznać proces obróbki włókna. Poznały jak wiele pracy trzeba włożyć, by z delikatnej rośliny, która kwitnie na niebiesko (len) otrzymać nitkę. Praca przy krosnach też nie należy do łatwych. Tu potrzeba dużo cierpliwości i wytrwałości.
Prawie każde dziecko lubi bawić się gliną. Dlatego pojechaliśmy do Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku. Formowanie z gliny doniczek było wielką frajdą dla dzieci. Przy okazji dowiedzieliśmy się, że osoba która wykonuje garnki z gliny to nie gliniarz a garncarz. Oprócz warsztatów mogliśmy także zwiedzić Ogród Rzeźby Współczesnej z nowoczesnymi rzeźbami z brązu, stali, żeliwa, drewna, ceramiki i kamienia.
Kolejna wycieczka odbyła się do Regionalnego Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa w Radomiu. Oczywiście nikomu z uczestników nie pobierano krwi, gdyż dzieci, z racji wieku, nie mogą być dawcami. Natomiast dowiedzieliśmy się wielu ciekawych rzeczy o krwi, która jest najcenniejszym darem, mogącym uratować życie lub zdrowie drugiego człowieka. Dla niektórych nowością była informacja, że krwi nie można wyprodukować, ale jedynie pozyskać od Dawców.
Popołudniowe zajęcia na English Camp to nie tylko wycieczki, ale także zajęcia plastyczne: Zakręcony Świat Quillingu oraz seans filmowy. Na zajęciach z Quillingu dzieci mogły zapoznać się z tą metodą – skręcanie cienkich paseczków i własnoręcznie wykonać kartkę. Zaś seans filmowy upłynął nam pod hasłem: Fernando i popcorn.
Tegoroczny English Camp III należy uznać za udany. Uczestniczyło w nim 40 dzieci i wolontariusze z USA – 4 osoby i z Polski – 8 osób..
I jeszcze wspomniana na początku rzeka Pilica. Podsumowaniem English Camp był spływ kajakowy na Pilicy. Rekreacja i odpoczynek na spokojnych wodach tej rzeki to był strzał w 10.
See you next year!
dk. Katarzyna Rudkowska