Zainstaluj najnowszą wtyczkę flash!
 
Koncerty  

Koncerty

 

   Koncert Kolęd

Od pewnego czasu jest już tradycją w naszej Parafii, iż w Święto Epifanii, 6 stycznia w radomskim kościele ma miejsce koncert kolęd. Tradycją również jest zapraszanie innego chóru, do wspólnego kolędowania, albo tak jak rok temu teatru.

W tym roku gościliśmy chór z Parafii Ewangelicko – Augsburskiej Św. Trójcy w Lublinie. Było to wspaniałe wydarzenie.
Sam koncert zgromadził niezwykle liczną publiczność. Kościół był nią dosłownie „nabity” do ostatniego zarówno siedzącego, jak i stojącego miejsca. Tak liczna publiczność sprawiła, że pomysł by nasz chór wszedł do kościoła ze śpiewem na ustach i świecami w rękach udał się połowicznie. Bowiem chórzyści musieli raczej przeciskać się pomiędzy publicznością, by dojść do ołtarza. Po tym wejściu i odśpiewaniu przez radomski chór pastorałki z repertuaru Czerwonych Gitar „Dzień jeden w roku”, wystąpił chór z Lublina.

Pomiędzy występami obu chórów pojawiła się niespodzianka. Istniejąca od niedawna w naszej Parafii grupa teatralna wystawiał krótki spektakl o rodzinie, która dostała od anioła wieść, iż w dzień wigilijny odwiedzi ich sam Pan Jezus. Rodzina starała się przygotować do tych odwiedzin jak najlepiej. W miedzy czasie ich dom odwiedzali różni ludzie potrzebujący pomocy. Odchodzili, tylko z dobrymi radami, bo nikt nie miał dla nich czasu, by pomóc, bo przecież trzeba było się przygotować na przyjście Jezusa. Jakże więc wielkie było ich zdziwienie, gdy anioł oznajmił, że odmawiając gościny tym ludziom odmówili gościny samemu Panu Jezusowi.

Pod koniec koncertu oba chóry z
aśpiewały wspólnie kolędę „Cicha noc”. Nie zabrakło też tradycyjnego wspólnego kolędowania z publicznością. Była również rzecz nie zaplanowana. W imieniu Rady Miejskiej jeden z jej przedstawicieli pan radny Sławomir Adamiec wręczył ks. Rudkowskiemu album o tytule „Radom – spacer sentymentalny”. Wyraził przy tym słowa uznania dla zaangażowania Parafii z działań w ramach życia kulturalnego miasta.

Po koncercie, w nowej sali na poddaszu, miało miejsce „zacieśnianie przyjaźni” pomiędzy chórami. Stoły aż uginały się od ciast, ciasteczek… nie zabrakło także chleba ze smalcem i lampki domowego wina. Rozmowom nie było końca…

Gdy patrzymy na koncert chórów w Święto Epifanii warto także odnotować fakt, iż nasz chór dzień wcześniej wziął udzi
ał w Koncercie Kolęd mającym miejsce w radomskiej katedrze pod wezwaniem Opieki Najświętszej Marii Panny. Tam byliśmy gościem zaproszonym przez miejscowy chór. W koncercie tym oprócz pięknego śpiewu, recytowane były wiersze związane z narodzeniem Jezusa Chrystusa. Był to nasz już drugi występ w radomskiej katedrze.
   
Podsumowując te dwa Koncerty Kolęd, można powiedzieć, że zarówno chórzyści jak i publiczność „łyknęli” sporą dawkę pozytywnych wrażeń i emocji. Bowiem wspólny śpiew na chwałę Boga dostarcza pełnowartości
owych witamin dla ludzkiego ducha.


   Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy
   
Nikomu z nas nie trzeba tłumaczyć czym jest Wie
lka Orkiestra Świątecznej Pomocy. W tym roku podczas 22 finału wystąpił z koncertem także i nasz chór parafialny. Koncert w ramach WOŚP, na który zostaliśmy zaproszeni, miał miejsce w kaplicy Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego. Poza nami wzięli w nim udział Daniel Kluska z Gdyni – wykonujący muzykę soul, blues i Grażyna Szambelan z Warszawy, wykonująca tradycyjne polskie utwory religijne, a także własne kompozycje.

Podczas koncertu można było wesprzeć zbiórkę środków na rzecz Orkiestry, która w tym roku zbierała pieniądze na zakup sprzętu medycyny ratunkowej dla dzieci oraz sprzętu medycznego mającego poprawić opiekę nad osobami starszymi.
Był to nasz pierwszy koncert w ramach WOŚP i mamy nadzieję, że nie ostatni.

   Nagrodzeni

Weekend 18/19 stycznia 2014 roku, był wspaniałym zwieńczeniem, tak bogatego w występy parafialnego chóru, miesiąca. Po udanych, wcześniejszych koncertach w naszym kościele i  Kaplicy Adwentystów Dnia Siódmego w Radomiu, przysłowiową „wisienką na torcie”, okazały się występy w Domu Pomocy Społecznej „Nad Potokiem” i na oddziałach Radomskiego Szpitala Specjalistycznego.

Chór, chociaż w składzie nieco okrojonym, w związku z rozpoczęciem się sezonu przeziębień i tradycyjnych zimowych trudności komunikacyjnych ( sorry...taki klimat ), wykonał koncert kolęd dla pensjonariuszy domu opieki i pacjentów na oddziałach: kardiologii, chirurgii ogólnej, chirurgii naczyń, neurologii, urologii i rehabilitac
ji.

I nie był to tym razem tyl
ko występ chóru. Z radością podkreślić należy, że sobotni koncert w domu opieki, dzięki wielkiemu zaangażowaniu dzieci i młodzieży z naszej parafii, został wzbogacony o element teatralny. Z gorącym przyjęciem publiczności spotkała się bowiem wystawiona przez tych młodych aktorów scenka pod tytułem „Stare drzewa”, której premierę parafianie mieli okazję oglądać na Wieczorze Adwentowym.

 Natomiast jeśli chodzi o koncertowanie w szpitalu, przyjęcie naszego śpiewu przeszło najśmielsze oczekiwania. Szczególnie na kardiologii, trzeba powiedzieć: pacjenci z sercem na dłoni, nie chcieli nas „wypuścić” i bisowaliśmy chyba z dwa razy. Zostaliśmy także poproszeni by zaśpiewać dla pacjentów z Erki kardiologicznej będących pod intensywnym nadzorem kardiologicznym. Bardzo ciepłego przyjęcia doświadczyliśmy także na oddziale rehabilitacji. Pani Ordynator przyjechała specjalnie, by nas przywitać. Na tym oddziale śpiewaliśmy dla ponad 50 osobowej publiczności. Zostały także „zakontraktowane” kolejne występy.

   
Sobotnio – niedzielne koncerty były to koncerty szczególne, bo też szczególna była ich publiczność. Mieliśmy to rzadkie szczęście wystąpić przed publicznością , która odbierała nasz śpiew nie tylko słuchem, który z racji wieku, czy choroby mógłby być  czasem nie całkiem wiarygodny, ale przede wszystkim sercem. I widać było, że nasze przedstawienie czy śpiew trafia właśnie tam, dając odbiorcy chwilę radości, zapomnienia o troskach, wytchnienia i nadziei. Na twarzach słuchaczy widać było wiele emocji, których wyrazem był uśmiech ale czasem także łzy wzruszenia. Dla wykonawców była to ogromna nagroda.
   
Nagroda, której nie można zdobyć na żadnym konkursie ani przeglądzie. Uśmiech i łzy publiczności.

Irek Fokt

   Muzyka i śmiech mają moc dynamitu
  
Na całym świecie terapia śmiechem zyskuje coraz większą popularność w służbie zdrowia. W Polsce program terapii śmiechem i zabawą bardzo dobrze realizuje Fundacja Dr Clown. Kolorowi Clowni – terapeuci pracują w szpitalach, domach opieki, świetlicach terapeutycznych czy domach opieki. Jednym słowem mówiąc, wszędzie tam, gdzie przebywają chore dzieci. Clowni  poprzez śmiech i zabawę rozładowują stresy związane z chorobą, bólem czy rozłąką z najbliższymi.

   
Wzorując się na najlepszych i chcąc pomóc chorym, chór parafialny wraz z grupą teatralną odwiedził podopiecznych Domu Pomocy Społecznej i chorych z oddziału rehabilitacji przy ul. Giserskiej. To był długi i dobry marcowy weekend!

   
Najpierw w sobotę za pomocą śpiewu i zabawnych scenek kabaretowych rozweselaliśmy mieszkańców DPS a w niedzielę po nabożeństwie ponowna dawka śmiechu dla chorych, którzy przechodzą długą rehabilitację.

   
Śmiech ma rzeczywiście dobroczynny wpływ na człowieka. Podobno podczas śmiechu masowane są wewnętrzne narządy człowieka, pogłębia się oddech i dotlenia mózg. Śmiech wpływa pozytywnie na cały organizm. Wydzielają się endorfiny zwane hormonami szczęścia, co działa dobroczynnie na naszą psychikę. I rzeczywiście tak się działo przez ten weekend, bo z kabaretowych scenek śmiali się nie tylko widzowie ale i sami aktorzy. Śmiech jest nam potrzebny na co dzień, dlatego dziękuję wszystkim chórzystom i aktorom za poświęcony czas i wniesienie pozytywnych emocji. Muzyka połączona ze śmiechem ma moc dynamitu! I całe szczęście, że jest to moc budująca i niosąca zdrowie dla ciała i duszy.

   Koncert dla osób chorych na SM

Od pewnego czasu nasz chór parafialny organizuje występy w nietypowych miejscach. Kolędowaliśmy już w  szpitalach, areszcie śledczym, śpiewaliśmy podczas Dni Radomia na radomskim rynku, w Domu Opieki dla ludzi starszych. Tym razem, tuż przed Wielkim Tygodniem, nasz koncert uświetnił uroczyste spotkanie wielkanocne członków Radomskiego Oddziału Polskiego Towarzystwa Stwardnienia Rozsianego. Organizacja ta zrzesza osoby chore na SM ( stwardnienie rozsiane), ich rodziny
i przyjaciół. Jest prowadzona głównie przez wolontariuszy. Jej misją jest poprawa jakości życia osób z SM oraz zapewnienie dostępu do leczenia i rehabilitacji, tak, by mogli oni prowadzić godne życie.

Stwardnienie rozsiane jest przewlekłą, nieuleczalną chorobą neurologiczną. Jest chorobą autoimmunologiczną, co oznacza, ze układ odpornościowy organizmu atakuje własną tkankę w przekonaniu, że jest to obce ciało. Atakuje substancję otaczającą komórki nerwowe w mózgu i rdzeniu kręgowym, co powoduje zakłócenie przewodzenia impulsów nerwowych, a w konsekwencji trwałe upośledzenie danej funkcji. Znamienną cechą SM jest to, że choroba ta atakuje najczęściej ludzi młodych –między 20-tym a 40-tym rokiem życia. SM nie zagraża bezpośrednio życiu, lecz powoduje sukcesywne, powolne upośledzenie funkcji życiowych i społecznych. Osoby dotknięte tą chorobą- zrzeszeni w Towarzystwie SM tworzą grupy wsparcia, spotykają się regularnie, by porozmawiać o problemach, podzielić się swoimi doświadczeniami, nowościami, a także po prostu po to, by być z innymi ludźmi.

Z radością przyjęliśmy zaproszenie do uczestniczenia w Spotkaniu Wielkanocnym Radomskiego Oddziału Polskiego Towarzystwa SM. Spotkanie odbyło się 16 kwietnia w świetlicy osiedlowej Ustronie przy ul. Sandomierskiej. Wystąpiliśmy w okrojonym składzie, gdyż był to zwykły dzień tygodnia, wczesne popołudnie, więc nie wszyscy zdołali dotrzeć. Ale daliśmy radę! Zaśpiewaliśmy utwory o charakterze wiosennym, wielkanocnym. Podczas spotkania miał okazję zaprezentować się nasz nowo powstały zespół teatralny. Panie Iwona Fokt wraz z Marleną Cieślak odegrały skecz pt.: Łapówka a pastorowie- scenkę pt.: Agent.

Występ naszego chóru spotkał się z bardzo ciepłym przyjęciem, niektórzy uczestnicy spotkania aktywnie włączali się, nucąc wraz z nami „Alleluja” Cohen’a. Wystawione przedstawienia zostały nagrodzone gromkim
i brawami. Otrzymaliśmy podziękowania i piękny bukiet kwiatów. Złożyliśmy wszystkim chorym i ich opiekunom życzenia z okazji Świąt Wielkanocnych. Na koniec- niespodzianka- pani Kasia przekazała kosz pełen ręcznie robionych wiosennych kwiatów, z dołączonymi cytatami z Biblii, który wykonała razem z Iwonką. To był naprawdę miło spędzony czas!
Basia Reymond

   Historyczny koncert
  
W dniu 13 kwietnia 2014 roku w radomskim kościele ewangelickim miał miejsce historyczny koncert. Był to debiut Radomskiego Chóru Filharmonicznego powstałego niedawno przy Radomskiej Orkiestrze Kameralnej. Miejsce koncertu nie zostało wybrane przypadkowo. Kościół ewangelicki w Radomiu może poszczycić się doskonałą akustyką, pięknym wnętrzem, w którym muzyka pasyjna jest szczególnie głęboko przeżywana przez publiczność. Ponadto jest to miejsce, które ma w mieście swoją „markę”. Bywalcy koncertów wiedzą, że tu mogą spodziewać się wydarzeń muzycznych na wysokim poziomie
. Świadczy o tym frekwencja na koncertach. Kościół zawsze wypełniony jest po brzegi. Wielu radomskich melomanów przychodzi dużo wcześniej po to, by mieć zapewnione miejsce w kościelnych ławach. Decyzja o tym, by swój pierwszy koncert wykonać w Kościele Ewangelickim, to duży prestiż dla miejscowej Parafii. Jest to efekt pozytywnego istnienia na mapie kulturalnej Radomia, otwartości na wiele inicjatyw z zewnątrz. Wyraz temu dają Władze Miejskie, w imieniu których podczas koncertu życzenia świąteczne przekazał Przewodniczący Komisji Kultury Rady Miejskiej pan Sławomir Adamiec.
   
Koncert chóru pod dyrekcją pani Marii
Wrzesińskiej nosił tytuł „Płaczcie Anieli”. Chór zaprezentował perfekcyjnie wykonane pieśni pasyjne autorstwa: G. P. Pergolesiego, C. Franka, J. S. Bacha, Z. Kodeya, A. Nikodemowicza i A. L. Webera. Szczególnie pięknie zabrzmiały pieśni wykonane w duetach i triach przez solistki chóru: Weronikę Kober, Milenę Kusztal i Patrycję Ciupińską. Solistki to uczennice klasy śpiewu pani Moniki Świostek, która swoim śpiewem również uświetniła koncert. Publiczność bardzo entuzjastycznie przyjęła śpiew chóru.
   
Chór Filharmoniczny przy Radomskiej Orkies
trze Kameralnej liczy około czterdziestu osób. Są to ludzie z pasją, którzy chcą swym zaangażowaniem dołożyć cegiełkę do planów powstania w tym mieście Filharmonii.

  Zjazd Chórów Diecezji Warszawskiej
   
Kolumna samochodów, ustalenia trasy przejazdu i sygnałów … to zaledwie początek przygody pod nazwą Diecezjalny Zjazd Chórów. Bladym świtem, o 8.00 rano wyruszyliśmy spod kościoła w stronę Warszawy. Załadowani jak egipska karawana, bo to dwudniowy Zjazd, trzeba mieć więc inną kreację na koncert, inną do Opery a jeszcze inną na niedzielne nabożeństwo. Ale po kolei.

   
Gdy bez przeszkód dotarliśmy do Warszawy i zaparkowaliśmy przy kościele św. Trójcy, zostaliśmy zaproszeni na drugie śniadanie. Z zaproszenia skwapliwie skorzystaliśmy, bo przecież długa droga była za nami. Po posileniu, udaliśmy się do kościoła, gdzie miało miejsce uroczyste otwarcie Diecezjalnego Zjazdu Chórów, którego dokonał ks. radca Marcin Undas.

Potem praca nad emisją głosu i nauka wspólnych pieśni pochłonęła nam całe dopołudnie. W tym czasie najmłodsi chórzyści z naszego chóru, pod wodzą Adama i Eli wyruszyli zwiedzać stołeczne place zabaw.

Warsztaty muzyczne były prowadzone przez panią dr Joannę Malugę i zrobiły na nas bardzo pozytywne wrażenie.

Po okiełzaniu głosó
w, ponownie udaliśmy się do Luteraneum, podziemi w kościele św. Trójcy, na smaczny obiad. A potem najedzeni, troszkę już zdenerwowani zbliżającym się koncertem, przeszliśmy do sali prób, by odświeżyć i doszlifować pieśni.

Na koncercie śpiewaliśmy: Człowieczy los – Anny German i Via Dolorosa, które zaaranżowała na chór nasza organistka Mira Cieślak. Występ zaliczam do udanych pod kilkoma względami. Po pierwsze, nie zeszliśmy z tonacji.
Śpiewaliśmy, chyba po raz pierwszy, na koncercie bez nut, co dało nam lepszy kontakt z dyrygentką. A nasza kochana Ela, tydzień przed porodem, dzielnie śpiewała i dotrwała do końca występu. 

Po koncercie chórów i załapaniu się przez niektórych na podwieczorek, udaliśmy się do Teatru Wielkiego, by dalej obcować z Wielką Sztuką. Przed nami opera „Madame Butterfly”  - tragedia japońska w trzech aktach. Siedzieliśmy w przytulnych lożach, na trzecim balkonie, tuż pod sufitem, skąd widok roztaczał się przepiękny. Aktorzy malutcy, orkiestra jeszcze mniejsza, ale to nic, bo muzykę było słychać przecudnie a to w operze jest najważniejsze. Najmłodszym chórzystką (7 i 8 lat) trochę się dłużyło, bo po kilku minutach zniecierpliwione pytały, jak długo jeszcze. Niemniej Wielka Sztuka poradziła sobie z młodym wiekiem i urzekła je scenografią a także treścią, pieczołowicie czytaną przez mamy do ucha.

Po Operze kolejna niespodzianka, dla niektórych z dreszczykiem, bowiem trójka naszych chórzystów, będąca poza zasięg
iem telefonii komórkowej, zagubiła się w Ogrodzie Saskim. Ale dzięki Bogu, wszystko się dobrze skończyło. Niemniej nie była to ostatnia niespodzianka, jaką zgotowała stolica radomskim chórzystom, bo o mało co, droga do hotelu nie wiodłaby przez Gdańsk… Zmęczeni, ale bardzo zadowoleni dotarliśmy do hotelu. Tam jakby przygód było mało, drzwi do niektórych pokoi stawiały opór. Ach, ten skok cywilizacji… Po sforsowaniu drzwi, hotelowe pokoje przywitały nas serdecznie a łazienki wprawiły wręcz w zachwyt.  
   
Wstaje nowy dzień. Słońce, pyszne śniadanie i jazda do kościoła, po trasie, która za dnia nie stanowiła już dla nas problemu. Udział w nabożeństwie był wzruszający, bowiem kościół „pękał w szwach” od ilości wiernych a pieśni śpiewane przez tak potężny chór robiły wrażenie. Po nabożeństwie zostaliśmy zaproszeni na obiad a po nim kolejny punkt Zjazdu, zwiedzanie Warszawy. Nie zwiedzaliśmy typowych miejsc turystycznych, ale było nam dane zobaczyć i od „podszewki” poznać Bibliotekę Uniwersytetu Warszawskiego a to za sprawą pani Ewy Kobierskiej-Maciuszko, która była w niej dyrektorem.

   
Gmach biblioteki zrobił na nas ogromne wrażenie. To
biblioteka, która patrzy w przyszłość. Z jednej strony przechowuje starodruki, rękopisy a z drugiej czytelnicy mają dostęp do wielu tytułów drogą elektroniczną. Na dodatek czytelnicy mają bezpośredni dostęp do części zbiorów, bez konieczności wypełniania rewersów i korzystania z pośrednictwa bibliotekarzy. Wśród regałów znajdują się miejsca pracy czytelników, bądź to w postaci kilkuosobowych stołów, bądź indywidualnych stanowisk pracy lub całkowicie wyizolowanych i zamkniętych kabin, które można wynająć na kilka dni czy tygodni.

Po obejrzeniu wnętrza, nasze kroki zwróciliśmy na dach, bo tam znajduje się ogród, jeden z największych ogrodów dachowych w Europie. Rozciąga się on na powierzchni ponad 1 ha i składa się z dwóch części, dolej i górnej połączonej strumieniem z kaskadowo spływającą wodą. Z dachu biblioteki rozciągają się piękne widoki, widać także Centrum Nauki Kopernik, kolejny punkt naszego zwiedzania Warszawy. Wprawdzie do Centrum nie weszliśmy, ale zostaliśmy oprowadzeni po parku Odkrywców. Po przeprowadzeniu drobnych eksperymentów wróciliśmy do kościoła św. Trójcy. Tu mała kawa i … jazda do domu. To był naprawdę udany weekend. Już dziś czekamy na kolejny, dwudniowy zjazd.

   Koncert Wiosenny z Oskarem Kolbergiem w tle
   
Kościół Ewangelicko – Augsburski przy ul. Reja w Radomiu zgromadził w tym dniu całe rzesze ludzi. Przy takich okazjach towarzyszy mi zawsze refleksja, że „życia nie warto marnować na gromadzeniu tylko tego co i tak zgnije”.
   
Tak sobie pomyślałem, że to już 200 lat jak Kolberg żyje. A żyje w tym co stworzył. Jego dorobek jest ogromny. Kolberg zebrał, opisał i wydał aż 33 tomy monografii regionalnych. Oprócz pozycji wydanych zostawił po sobie jeszcze 46 tek z rękopisami, które dopiero czekają na opracowanie.
   
Kolberg czcił Pana w społeczności ewangelickiej, tu na ziemi radomskiej. Refleksje moje zostały nagle otulone niebiańskimi dźwiękami, które popłynęły z kościelnych organów, wyrywając mnie z zadumy. Spojrzałem na zegarek. Godzina 17.00. Obchody dwusetnej rocznicy urodzin Kolberga rozpoczęło przejmujące swoimi dźwiękami Preludi
um i Fuga g-moll J.S. Bacha, którą grał Bartłomiej Janos. Była tak przejmująca, że moje myśli uleciały gdzieś hen do góry a ja wraz z nimi znalazłem się w niebie. Dźwięki te były uwielbieniem Pana, który szczególnie w tym miesiącu obdarza ziemię cudami natury, widzianymi okiem duszy z otwartego serca.
  
I oto po cudownym wstępie otworzyła się kolejna odsłona. Na scenie pojawił się chór parafialny liczący 25 osób, który pod dyrekcją Kasi Rudkowskiej poniósł dalej niebiański nastrój na fali wspaniałego śpiewu, który rozpoczął utwór Leonarda Cohena „Alleluja”, utrzymując go w kolejnych utworach – „Człowieczy los”, „Słońce już świeci” i „Via Dolorosa”. Chórowi towarzyszyły dwie uczennice szkoły muzycznej: Martyna Nowak (flet) i Weronika Pyrek (skrzypce).
   
Słuchacze jeszcze nie ochłonęli z wrażenia, kiedy swój występ rozpoczęli uczniowie klasy drugiej i trzeciej liceum radomskiej Szkoły Muzycznej im. Oskara Kolberga. Uczniowie, ale można już dzisiaj powiedzieć, że artyści, dali nadzieję, że jeszcze o nich niejednokrotnie usłyszymy.

   
Po ich występie swoje możliwości odkrył zespół teatralny przy parafii Ewangelicko – Augsburskiej w Radomiu, który w sześcioosobowym składzie przedstawił „Bajkę o Kogucie” spisaną przez Oskara Kolberga.

Szczególny aplauz, zwłaszcza wśród dzieci reagujących spontanicznie wywołał bardzo dynamiczny służący, który wielokrotnie musiał łapać koguta. W tej roli wystąpił Wojtek Rudkowski. Pozostali aktorzy stanęli także na wysokości zadania.
Wydaje się, że zespół ma przed sobą wiele ciekawych odkryć pod warunkiem, że znajdzie czas na regularne próby. Trzeba dodać iż bajka ta była z morał
em, że „kradzione nie tuczy”.

Po sztuce teatralnej koncert zakończyły cudowne dźwięki organów kościelnych utworem Elevazione Padre Davide da Bergamo. Klawisze organów ożywiały palce Irka Wąsika.

   
Końcowa refleksja – cały koncer
t był hołdem dla Pana a my stanowiliśmy w nim jedną rodzinę.
Janusz Kozłowski

   Muzyczna wizytówka parafii

Rynek artykułów reklamowych rozwija się w Polsce bardzo prężnie. Od 2004 r. obserwowany jest stały wzrost w produkcji gadżetów, wizytówek czy małych upominków. Firmy rozdając drobiazgi zawierające ich nazwę i logo, z jednej strony przypominają właścicielowi o swoim istnieniu, a z drugiej strony budują swój wizerunek.

 
Od 2004 r. na „radomskim rynku” pojawił się nowy Produkt – niecodzienna Wizytówka, bo muzyczna. W parafii ewangelickiej pierwsze próby rozpoczął chór. Na początku stanowiliśmy niewielką grupę, było nas raptem siedem osób. Pomimo niewielkiej liczby mówiliśmy o sobie: chór parafii ewangelicko – augsburskiej w Radomiu. Od pierwszej próby minęło już 10 lat. Przez ten czas wiele się zmieniło ale cały czas staramy się być muzyczną wizytówką parafii. Obecnie chór tworzą 24 osoby. Można powiedzieć o nas, że jesteśmy nieszablonowym chórem. Po pierwsze dlatego, że w naszych szeregach śpiewają aż trzy pokolenia: dzieci, rodzice i dziadkowie. U nas nie ma barier wiekowych.
Kolejnym, wychodzącym poza schematy jest repertuar. Ze względu na „wiek” chórzystów śpiewamy różne pieśni, zarówno z kanonu muzyki kościelnej, ale także aranżacje pieśni popularnych, znanych przez szerokie grono słuchaczy. Śpiewane przez nas pieśni łączą tradycję z nowoczesnością. Znakomici twórcy muzyki, George Händel, Johannes Brahms czy Jan Sebastian Bach „stoją” obok Anny Germann, pieśni z musicalu Metro, Skrzypek na dachu i utworów z repertuaru Zakopower. Nieszablonowość chóru tworzą także miejsca koncertowania. Na pierwszym miejscu są oczywiście stopnie ołtarza w radomskim kościele. Śpiewamy podczas ważnych nabożeństw, składamy muzyczne życzenia nowożeńcom, rodzicom podczas Chrztu, śpiewem żegnamy naszych najbliższych. Nie poprzestajemy jednak na śpiewaniu w kościele i z muzyką „wychodzimy” do słuchaczy. Śpiewamy dla osób ze Stwardnieniem Rozsianym, dla chorych z różnych oddziałów szpitalnych, dla podopiecznych z Domu Opieki Społecznej, a także dla więźniów z radomskiego więzienia. Wszędzie tak gdzie koncertujemy, czy to jest duża scena, czy też korytarz szpitalny, staramy się poprzez śpiew wyrazić Wielkość naszego Stwórcy. Śpiewamy Bogu na chwałę a ludziom dla pociechy. Śpiewem świadczymy o Bogu a także budujemy dobry wizerunek naszej parafii, ewangelików w mieście.

W tym roku przypada 10 rocznica powstania naszego chóru. To zmobilizowało nas do pomyślenia nad nazwą chóru. Kilka propozycji, głosowanie i stało się! Jesteśmy Chórem Ewangelickim im. Oskara Kolberga w Radomiu. Uroczyste nadanie imienia odbyło się podczas koncertu, 14 czerwca br., na którym gościliśmy znakomitych gości: Chóry z Parafii Ewangelicko – Augsburskiej w Goleszowie. A że Oskar Kolberg był wielkim etnografem, folklorystom i kompozytorem, podczas koncertu nie zabrakło także akcentów ludowych. Zgromadzonej publiczności oprócz pieśni kościelnych i ludowych zostały także zaprezentowane przepiękne stroje ludowe. Można było podziwiać stroje ze śląska cieszyńskiego, stroje opoczyńskie, łowickie, krakowskie i radomskie. Chórom z goleszowskiej Parafii, a w szczególności pani dyrygent Annie Stanieczek dziękujemy za przyjęcie zaproszenia i uświetnienie swoim śpiewem naszego Jubileuszu.


Muzyczna wizytówka parafii, to zobowiązuje. Prosimy więc Pana Boga by zechciał dalej obdarzać nas Swoim błogosławieństwem, wytrwałością podczas prób i anielską emisją głosu.
dyrygent chóru diak. Katarzyna Rudkowska

   Radom - Orońsko 2014
Folklorysta Józef Broda wraz z córką oraz towarzyszącym akompaniatorem pianistą był gościem w ramach Festiwalu, którego corocznym organizatorem jest Robert Grudzień.

Godzina 18.00 Józef Broda prowadzi swój zespół na scenę. Trzyma w dłoniach niecodzienny instrument, którym jest czterometrowa trąba oraz dwumetrowy kij z odgałęzieniami służący jako podpórka przy graniu. Pozostałe instrumenty leżą na stoliku. Były to różnej wielkości fujarki, a wśród nich 6-cio centymetrowy liść z którego folklorysta wydobywał różne dźwięki. Melodie grane na liściu, wcale nie były proste i pochodziły z różnych stron świata. Rzecz niesamowita co można uczynić z małym, prostym liściem po który może sięgnąć każdy. Jest to dar natury ofiarowany przez Boga. Nie płacisz za niego, ale żeby na nim zagrać musisz się tego nauczyć.

Cały występ był filozoficznym spojrzeniem na otaczającą nas naturę i koncepcję życia z nią w symbiozie. Żeby tak się stało trzeba się zatrzymać. Dostrzeżesz wówczas kroplę wody przesuwające się po nitce pajęczyny. Refleksje będą spotęgowane jeżeli je ujrzysz w promieniach słońca. Otwierają się również uszy na dźwięki natury i odbierasz za darmo ptasie koncerty. To daje ci Bóg. Człowiek nie ceni tego, co dostaje. Zwykł się opierać zazwyczaj na sobie. To jednak prowadzi do szybkiego zniechęcenia ze względu na ograniczone możliwości człowieka. Co wówczas? Życie jest jednak piękne jak otaczająca nas natura. Żeby to zobaczyć musisz wejść w głąb samego siebie. Musisz nawet stać się naiwnym dzieckiem. Jest to warunek ażeby zobaczyć Królestwo Niebieskie już tu na ziemi. Jest to radość nie do opisania, być świadkiem Boga będąc w ciele. Warunkiem koniecznym jest pokochanie samego siebie, a wówczas będziesz zdolny pokochać innych. To cię otworzy na świat.
Człowiek ma do przekazania światu otwartą dłoń albo zaciśniętą pięść. To co przekażesz światu powróci do ciebie. Wybieraj!

Twoim matecznikiem jest zawsze rodzina. Matka, ojciec, dzieci. Jest nim także ojczyzna. Zawsze musisz być jedną nogą w ojczyźnie, a drugą możesz wędrować po świecie. Każda emigracja jest tragedią. Możesz mieć wszystko w sensie materialnym i być niezadowolonym z życia. Szczęścia nie daje wypracowana materia. Możesz mieć tylko dary natury ofiarowane przez Boga i cieszyć się pełnią życia. – to refleksje jakie wypowiedział Józef Broda.
Doświadczyłem takich refleksji przy dźwiękach niesamowitej trąby, które sprowadzały ciarki na plecy. Towarzyszyły im dźwięki melodii wygrywanych na liściu, kobzie i innych drobnych przyrządach z których pan Józef wyciągał przeróżne dźwięki.
Towarzyszył także charakterystyczny i piękny głos jego córki, a także akompaniament fortepianowy o różnych natężeniach dźwięków odnoszących się do wydarzeń biblijnych, jak również refleksyjnych treści poetów polskich.
I tak, jak na spotkaniu Chrześcijan Europy Środkowo – Wschodniej we Wrocławiu finałem odniesienia była piękna pieśń „Ojcowski Dom”.
Jest to skrót z tego spotkania.
Trzeba dodać, że matecznikiem aktorów biorących udział w tym wydarzeniu jest miasto Cieszyn.
Janusz Kozłowski


   Kolędowo
Już na stałe w zakres działalności chóru parafialnego wszedł zwyczaj koncertowania w Radomskim Szpitalu przy ul. Tochtermana. W okolicach Świąt Bożego Narodzenia i Wielkanocy, chórzyści pojawiają się tam, by tak po prostu zaśpiewać dla chorych. 21 grudnia, czyli tuż przed Świętami Narodzenia Pańskiego, mieliśmy możliwość odwiedzić kilka oddziałów szpitalnych niosąc ludziom zapowiedź świątecznej radości. Tą radość udało się wywołać na twarzach pacjentów i odwiedzających.

Nasze śpiewanie jest wspaniałą wizytówką Parafii. Świadectwem ewangelicznej miłości do drugiego człowieka. Zapotrzebowanie na śpiew w szpitalnych murach jest ogromne. Będąc tam nie byliśmy w stanie fizycznie zaśpiewać na wszystkich oddziałach, gdzie ordynatorzy wyrazili chęć przyjęcia nas. Tym razem zostaliśmy zaproszeni aż na 7 oddziałów. To naprawdę cieszy i motywuje do pracy i przychodzenia na próby. Widok wzruszenia jakie wywołuje nasz śpiew na twarzach, często bardzo cierpiących ludzi, jest najlepszym podziękowaniem za tę służbę.

Po Nowym Roku, 1 lutego również pojawiliśmy się w Radomskim Szpitalu, ale na oddziale, który jest oddzielony od głównych budynków szpitalnych i znajduje się w całkiem innej dzielnicy Radomia. Śpiewaliśmy na oddziale rehabilitacji, który jest ulokowany przy ul. Giserskiej. Ciepłymi słowami przywitała nas pani ordynator. Tutaj chór zaśpiewał praktycznie cały koncert. I tak, jak mamy to w zwyczaju na koncertach, kolędowaliśmy razem z publicznością, czyli pacjentami.