I część - od stycznia do kwietnia  
 Wydarzenia parafialne w 2019 roku
 od stycznia do kwietnia



Koncert Kolęd

Po raz kolejny, tradycyjnie już, 6 stycznia miał miejsce Koncert Kolęd w radomskim kościele. Tym razem gościem był zespół El’Brzeszczoteros, zaś gospodarzem, tradycyjnie Chór Ewangelicki im. Oskara Kolberga z Radomia.
El’Brzeszczoteros to grupa przyjaciół od lat związanych z muzyką, gdzie wokalistką jest pani Olga Nawara. Zespół ten możemy spotkać na Apelach Młodych w Radomiu, wielu koncertach w ciągu roku czy też w radomskiej katedrze na Mszach akademickich w każdą niedzielę o godz. 20.00. W swoim dorobku mają dwie płyty z kolędami w pięknych, niebanalnych aranżacjach.
    Koncert miał niezwykłą atmosferę. Goście wykonali kilka ciepłych i refleksyjnie brzmiących współczesnych kolęd i pastorałek. Publiczność, która dosłownie po brzegi wypełniła radomski kościół reagowała z zachwytem na wykonane utwory. Podobnie ciepło przez publiczność został odbierany nasz chór, który w swym repertuarze kolędowym miał dwie nowe pieśni. Pierwsza z nich to Lulajże Jezuniu w opr. Jean-Claude Hauptmanna. Druga nowa kolęda to Przybieżeli do Betlejem, ale śpiewana w egzotycznym języku, bo po japońsku. Tego trudnego tłumaczenia pod względem językowym jak i kulturowo-religijnym podjęła się p. Sara Mężyk, za co jej serdecznie dziękujemy.
    Koncert Kolęd zawierał w sobie także Muzyczną Niespodziankę. Tą muzyczną niespodzianką był Kwintet Dziewiątka. Kwintet dlatego, bo tworzy go 5 uczennic z Zespołu Szkół Skórzano-Odzieżowych w Radomiu. A liczba 9 to numer sali w której odbywają się próby. W wykonaniu Kwintetu Dziewiątka usłyszeliśmy kilka kolęd  własnej aranżacji.
    Jak zwykle na naszych koncertach nie zabrakło wspólnego kolędowania z publicznością, a także wspólnej pieśni wykonanej przez wszystkich wykonawców. Tym razem była to współczesna pastorałka z repertuaru zespołu De Su pt. „Kto wie?”  
  ks. Wojciech Rudkowski




 Świętokrzyski Sztetl
   
Chmielnik -  miasto w powiecie kieleckim, nad rzeką Wschodnią, na pograniczu Niecki Połanieckiej i Pogórza Szydłowskiego. Siedziba miejsko-wiejskiej gminy Chmielnik. Ośrodek handlowo-usługowy. Stacja kolejowa. 3884 mieszkańców wg stanu na 30.06.2016. Tyle Wikipedia.
    Ot, dla przyjezdnego, to nieduże, niczym się nie wyróżniające, pogrążone w sennej apatii i borykające się z codziennymi problemami miasteczko jakich wiele w centralnej Polsce. A jednak w tej małej miejscowości zrodziła się odważna inicjatywa, dzięki której powstała perełka wynosząca miasto ponad przeciętność i mrok narodowych fobii, czyniąc z Chmielnika miejsce szczególne na mapie Polski. Ta perełka, to otwarty w 2013 roku Ośrodek Edukacyjno-Muzealny Świętokrzyski Sztetl mieszczący się w budynku dawnej XVIII wiecznej synagogi.
    Słowo sztetl w języku hebrajskim oznacza miasto. Ale jego sens jest znacznie szerszy obejmując nie tylko przestrzeń lecz także organizację społeczną charakterystyczną dla żydowskiej prowincji. Takim sztetl był Chmielnik w drugiej połowie XIX wieku i do jego historii nawiązuje sformułowanie: muzealny, w nazwie Ośrodka. Włodarze miasta, podejmując decyzję o jego powołaniu, postanowili z dumą przywołać z niepamięci czasy największego rozkwitu miasta, gdy liczba jego mieszkańców dochodziła do 12500 przy dominującym 80% udziale Żydów w strukturze ludności. Historia tej społeczności w Chmielniku sięga XVIII wieku, gdy na mocy przywileju wydanego przez Krzysztofa Gołuchowskiego w miejsce wygnanych z Chmielnika Arian, zaczęli osiedlać się uchodzący z Hiszpanii Żydzi Sefardyjscy, stymulując rozwój ekonomiczny miasta i regionu. Ich rolę w rozwoju miasta obrazuje wynik spisu z 1934 roku gdzie wśród 297 zarejestrowanych w mieście zakładów rzemieślniczych, aż 250 było prowadzonych przez obywateli pochodzenia żydowskiego.
    O wyjątkowości tego miejsca świadczy nie tylko niezwykła historia jego zwykłych mieszkańców ale także sposób w jaki jest opowiadana. Wizyta w muzeum, to nie tylko oglądanie eksponatów,  poznawanie ich przeznaczenia i historii. To spacer po dawnym Chmielniku, gdzie z ukrytych głośników słyszymy śpiewy, modlitwy i opowieści o przygotowaniach do rytualnych obrzędów i świąt. Na holograficznych szybach wyświetlane są mapy i zdjęcia dawnego miasta i jego mieszkańców. Ta wyprawa to zanurzenie się w szczególnej atmosferze i tradycji sztetla. Taki koncept muzeum to nie dzieło przypadku. Jego autorem jest Mirosław Nizio - polski artysta rzeźbiarz, architekt wnętrz i jeden najbardziej uznanych projektantów przestrzeni publicznych w Polsce. W jego dorobku znajdziemy takie realizacje jak wystawa główna Muzeum Powstania Warszawskiego czy Muzeum Żydów Polskich POLIN.
Jak przystało na architekta tej klasy, także budynek Świętokrzyskiego Sztetla robi na zwiedzających ogromne wrażenie. Projekt oparto na dwóch bryłach. Pierwsza, to metalowy sześcian umieszczony wewnątrz dawnych murów, symbolizujący światło, czyli wspólne życie Polaków i Żydów przed wybuchem wojny. Druga, umieszczona na zewnątrz, to tzw. Dom Cienia, symbolizujący zagładę Żydów. Dla podkreślenia charakteru wnętrza obiektu, pomimo zmiany jego funkcji, projektant umieścił nawiązującą kształtem do oryginału, szklaną konstrukcję bimy - miejsca z którego czytano Torę oraz aron ha kodesz - miejsca w którym ją przechowywano. Śmiałe koncepcje architektoniczne znajdują się w niezwykłej korelacji z treścią dyskretnie podsuwaną zwiedzającym przez wszechobecne głośniki i interaktywne ekrany.
    Ale Ośrodek Edukacyjno-Muzealny Świętokrzyski Sztetl to nie tylko muzeum. To także, a może przede wszystkim żywa i aktywna placówka edukacyjno-kulturalna walcząca o ponowne uzyskanie dla adresu: Chmielnik, Wspólna 14, ważnego miejsca w świadomości mieszkańców. Ogromna szklana tafla, oddzielająca dolną, muzealną część dawnej synagogi, wraz z dawnym babińcem utworzyły dodatkowe piętro - przestrzeń dla licznych wystaw i koncertów. Na tejże właśnie szklanej podłodze, 12 stycznia br. przed licznie zgromadzoną publicznością złożoną z mieszkańców Chmielnika, gośćmi z Warszawy i Krakowa oraz członkami naszej parafii z Kielc i Radomia, nasz chór parafialny wykonał koncert pn. Między Chanuką a Bożym Narodzeniem. W sali wręcz stworzonej do śpiewania wykonaliśmy szereg pieśni żydowskich, bądź powszechnie kojarzonych z tą kulturą, ale także zaprezentowaliśmy bogaty przegląd pastorałek i kolęd (nie tylko polskich). Tak skonstruowany repertuar mógłby budzić pewne zdziwienie, ale wykonywany przez chór, w miejscu jakże symbolicznego styku tradycji dwóch kultur, w znakomity sposób wyrażał ideę tego miejsca. To była wielka przyjemność, móc choć przez chwilę stać się nierozerwalnym elementem  projektu pt.: Świętokrzyski Sztetl.
Ireneusz Fokt




 Śniadania Kobiet

To dobrze, że Śniadania Kobiet na dobre zagościły w grafiku imprez organizowanych przez Diecezję Warszawską. Są to spotkania, które dwa razy w roku, na wiosnę i na jesień, skupiają co raz większe grono pań.
Jesienne spotkanie odbyło się w Parafii Ewangelickiej w Zgierzu. Dnia 24 listopada 2018r., czyli tuż przed Adwentem, w zgierskiej parafii było tłoczno i gwarno. A temat, szalenie ważny: Smutek czy depresja? Choruję czy żyję?
Uroczyste otwarcie Śniadania kobiet odbyło się w Kościele Zbawiciela. Przybyłe panie powitała p. Renata Makula i p. Janina Undas. Po modlitwie, krótkim rozważaniu, śpiewie i obejrzeniu zdjęć z poprzednich spotkań przeszłyśmy do sali parafialnej, gdzie czekało na nas obfite śniadanie. Po pokrzepieniu ciała przyszła pora na refleksję i naukę. Pani psycholog Beata Wolfram-Krukowska w niezwykle ciekawy sposób wprowadziła nas w tajniki tej ciężkiej choroby, jaką jest depresja, na którą cierpi coraz więcej ludzi. W Polsce chorych jest aż 1,5 mln osób. To choroba, która dotyka człowieka w różnym wieku. Kobiety na nią cierpią dwukrotnie częściej niż mężczyźni.  
Brak sensu życia, postrzeganie otaczającego świata i ludzi w szarych barwach, brak siły do zrobienia czegokolwiek, lęki. Czy to może być sygnałem, że zaczyna się dziać coś niedobrego? Kto może dostrzec te sygnały? Czy to jest już depresja, podstępna i trudna do wyleczenia choroba, czy też raczej tylko chwilowy stan obniżonego nastroju? Pani Beata w prostych słowach wyjaśniała uczestniczkom: jakie mogą być przyczyny depresji, jakie procesy zachodzą w ludzkim ciele, kiedy zaczyna się depresja, jakie są objawy depresji. I to co najważniejsze, co utkwiło mi w głowie, że osoba chora na depresję w żaden sposób nie może sobie pomóc sama. Pomoc musi przyjść z zewnątrz. Dlatego tak ważne są relacje z drugim człowiekiem i bycie otwartym na potrzeby drugiego człowieka. Ta pomoc z zewnątrz musi być adekwatna do stanu zaawansowania choroby. Nie można osobie chorej na depresję powiedzieć: weź się w garść; wyjdź na spacer, będzie lepiej; idź na zakupy, poprawisz sobie humor; zjedź czekoladę… Tak można pomóc tylko osobą które mają tylko chwilowy stan obniżenia nastroju. Osobą chorym na depresję jest potrzebna pomoc specjalisty. Ale one same nie zapiszą się na wizytę u lekarza i tutaj właśnie jest potrzebna pomoc drugiego, wrażliwego człowieka.
Po temacie, którego nie zdążyłyśmy wyczerpać, był czas na prace ręczne. Tym razem proste i szybkie gwiazdy Betlejemskie z papierowych torebek.
Uważam, że Śniadania Kobiet są ważnym i potrzebnym punktem na mapie diecezjalnych działań. Rozwijają przyjaźnie, jednoczą, umacniają wiarę, budują wspólnotę, uczą i odpowiadają na trudne pytania, mobilizują do działania i rozwijają kreatywnie. Dlatego zachęcam wszystkie panie do wygospodarowania sobie dwóch sobót w roku na te spotkania. Warto, podarować sobie odrobine luksusu – jak by to powiedziała pani w reklamie :).
dk. Katarzyna Rudkowska

W dniu 2 marca br., w sobotę, w Warszawie przy ulicy Kredytowej 4, w Parafii Świętej Trójcy, miało miejsce piąte już (jubileuszowe!) Śniadanie Kobiet.
Na spotkanie zjechały panie z wielu parafii Diecezji Warszawskiej, w liczbie około osiemdziesięciu. Były tam przedstawicielki tych dużych parafii np. Warszawa czy Łódź ale też panie z całkiem małych społeczności, jak Ozorków i przedstawicielka (dosłownie – jedna pani) z Lublina. Naszą Parafię reprezentowało pięć pań plus nastolatka (Aniela Rudkowska), plus przedstawiciel płci przeciwnej, nasz pastor ks. Wojciech Rudkowski. Nie był On zresztą jedynym mężczyzną na tym „babskim” śniadaniu, bo pośród było kilku panów (m. innymi księża: ks. W. Nast., ks. Bp Z. Tranda, czy ks. L. Czyż).
Ciepłym słowem przywitała nas pani Ela Byrtek, organizatorka z Warszawy, a diakon Katarzyna Rudkowska rozpoczęła śniadanie krótka modlitwą.
To, co zastałyśmy na stołach śmiało można nazwać Wystawnym Śniadaniem Kobiet. Przy pięknie nakrytych stołach obfitość potraw przyprawiała o zawrót głowy. Dosłownie, bo aż kręciło w nosie od zapachów potraw, a oczy nie mogły nacieszyć się widokiem tychże. Były tam dania jarskie, ale też cudne kolorowe koreczki, wędliny, a do herbaty czy kawy, ciasta i słodkie I(również z wyglądu- w filigranowych słoiczkach) galaretki cytrynowe z bitą śmietana i migdałami. Dlaczego akurat galaretki cytrynowe?  Również w każdym z ciast aromat czy nuta cytryny? A na każdym talerzyku pierniczek w kształcie plasterka cytryny?
Otóż „cytryna” właśnie była słowem – kluczem tego wiosennego śniadania. A to za sprawą pani Lidii Czyż, autorki książki „Słodkie cytryny”. Pani Lidia, która jest autorką kilku książek, artykułów, zbioru opowiadań, nauczycielką, organizatorką spotkań dla kobiet, była gościem honorowym naszego spotkania. Z ogromnym wzruszeniem opowiadała o „narodzinach” swoich książek, odpowiadała na nasze pytania i podpisywała zakupione przez panie tomiki. Sama zresztą jestem właścicielką najnowszej powieści „Słodkie cytryny” z miła dedykacją od autorki. Wspomnieć trzeba, że bohaterami książek pani Lidii Czyż są prawdziwe postacie z ich prawdziwymi losami. Może dlatego z taką ciekawością pochłania się te historie. (W drodze powrotnej z Warszawy przeczytałam już jedną trzecią książki.)
Po uczcie kulinarnej i duchowej tradycją śniadań są „warsztaty” dla pań. W tym roku miałyśmy okazję nauczyć się robić broszki (a może kotyliony) ze ścinków materiałów. Gdy usłyszałyśmy, że będzie szycie, wycinanie i „przypalanie” nad ogniem, byłyśmy trochę przerażone. Ale już po niespełna godzinie z dumą prezentowałyśmy kwiaty na wypiętej piersi (do zbiorowego zdjęcia). Dałyśmy radę! Trzeba było tylko trochę cierpliwości i dobrej woli. Śmiechu też było dużo. Nasze spotkanie zakończyliśmy wspólną modlitwą i kolejna pieśnią.
W imieniu pań z Radomia chciałam podziękować za tak ciepłe przyjęcie, dla mnie była to wspaniała sobota. Czekam na następne Śniadanie Kobiet w Łodzi jesienią.
Sentencją sobotniego spotkania był cyt. Joan Callins:
Jeśli życie daje ci cytrynę, zrób z niej lemoniadę.
Iwona Fokt



 Rekolekcje dzieci i młodzieży

Naszą przygodę zaczęliśmy w Radomiu. Mimo że podróż była długa, bawiliśmy się doskonale. Kiedy dojechaliśmy do Łodzi i dotarliśmy do miejsca noclegu, wręcz natychmiastowo rozpoczęła się bitwa o to, kto gdzie  śpi. Po burzliwych dyskusjach i debatach wszystko zostało ustalone, więc udaliśmy się na kolację. Pierwszy wieczór zawsze jest tym zapoznawczym. Tym, w którym nie za bardzo znamy naszych współlokatorów, jak i oni nie znają nas. Na szczęście, mimo początkowej niepewności, szybko odnaleźliśmy wspólny język. Niestety, w miłym towarzystwie, czas mija za szybko i nim zauważyliśmy, jak jest późno, należało już iść spać. Nasz pierwszy dzień zakończył się opowiedzeniem przez panią Kasię ślicznej bajki o zwierzętach. Po pobudce i ubraniu się następnego dnia, wyszliśmy na dwór, by robić iście wojskowe ćwiczenia. Wszyscy wykonywaliśmy je z ochotą, mniejszą lub większą ????, w końcu po nich miało nastąpić wyczekiwane śniadanie.
 O godzinie 10:00 rozpoczęły się rekolekcje. Pierwszym celem większości dzieci stał się stół z przysmakami. Cukierki zniknęły w zastraszająco szybkim tempie. Zajęcia zaczęliśmy od śpiewania pieśni pt. ,,Wejdę do Jego bram’’. Po zaśpiewaniu jeszcze paru innych utworów, zaczęła się zabawa w zbieranie autografów, która pozwoliła nam się ze sobą nieco lepiej zapoznać. Gdy podpisy zostały zebrane, pośpiewaliśmy jeszcze i pobawiliśmy się. Następnie zostaliśmy podzieleni na grupy ze względu na wiek. W tych grupach mieliśmy ciekawe i pouczające zajęcia, których głównym tematem były porażki. Najpierw określaliśmy czy przegrana wychodzi nam na dobre czy na złe. Potem omawialiśmy porażki w przypowieściach. Nauczyliśmy się również, że nie powinniśmy bać się porażki.
Gdy zjedliśmy obiad, wyruszyliśmy do zoo. Pierwszymi zwierzętami, które przyciągnęły naszą uwagę były lemury katta. Interesujące w tych zwierzętach jest to, że zamiast samca alfa, rządzi tam samica. Kiedy dołączyła do nas pani przewodnik, dowiedzieliśmy się wielu ciekawostek o zwierzętach żyjących w tym ogrodzie zoologicznym. Spacerowaliśmy, starając się zapamiętać jak najwięcej i oglądaliśmy chodzące swobodnie pawie. Głaskaliśmy nawet kozy! Kolejnym punktem programu było przygotowanie jedzenia dla kapucynek. Każdy dostał spory wafelek, nóż oraz porcję owoców, warzyw i jajek, odpowiednich dla małpek. Przyrządzenie dania pozostawiono naszej kreatywności. Kapucynki okazały się strasznie wybrednymi klientami, które nie dość, że zrzucały podane im dania na podłogę, to jeszcze wygrzebywały z nich jajka, zostawiając całą resztę. Później poszliśmy na plac zabaw. Parę chwil spędziliśmy na beztroskiej zabawie, po czym dalej zwiedzaliśmy zoo. Czy wspominałam już, że głaskaliśmy jeszcze gekona i jeża? Po wyjściu z ogrodu zoologicznego, pojechaliśmy do galerii ,,Manufaktura’’ na shopping i kolację. Po wszystkim strudzeni wspaniałą, ale prawie 6 godzinną wędrówką, zasnęliśmy od razu. Tematem drugiego dnia rekolekcji było zwycięstwo. Omawialiśmy przypowieść o Samarytaninie i nauczyliśmy się, że zwycięstwo polega na pokonywaniu własnych uprzedzeń, ponieważ Samarytanie i Żydzi nienawidzili się, a mimo to Samarytanin pomógł pobitemu Żydowi.
Oba dni upłynęły w bardzo miłej i często zabawnej atmosferze. Niestety wszystko ma swój koniec, a ten wyjazd nie mógł być wyjątkiem. Chociaż musieliśmy rozstać się tak szybko, wszyscy zachowamy miłe wspomnienia z tego spotkania.

Emilia Malinowska





  Poranki Wielkanocne

Relacja z Radomia opisana przez p. Lidię Osiewicz

W pierwszą niedzielę po Wielkanocy 28 kwietnia po nabożeństwie wędrujemy wszyscy do Sali parafialnej. Każdy uczestnik przynosi po 2 jajka, ponieważ będzie serwowana tradycyjna Świąteczna Jajecznica.
 W Sali okazuje się, że dzieci z naszej Parafii przygotowały - pod kierunkiem pani diakon Katarzyny Rudkowskiej - program okolicznościowy: Quiz Wielkanocny - grę z nagrodami dla dorosłych uczestników.
Na podłodze zostały ustawione kołeczki, na które należy zarzucić z określonej odległości słomiane krążki. Rzuty były punktowane w zależności od wybranej przez rzucającego odległości – mniejszej lub większej, a także od celności rzutu. My – dorośli uczestnicy gry – podzieliliśmy się na dwie grupy i kolejno losowaliśmy karteczki z pytaniami nawiązującymi do wydarzeń i postaci z Biblii. Należy zaznaczyć, że nie wszystkie pytania były proste i łatwe i trzeba się było mocno zastanowić, aby wybrać właściwą odpowiedź.
Następnie uczestnicy kolejno wykonywali rzuty krążkami uzyskując dla swojej grupy punkty w zależności od celności i odległości rzutu. Nie wszystkie krążki lądowały na kołeczkach – niestety.
Na tablicy notowano uzyskane punkty, a osiągnięte wyniki dały zwycięstwo grupie I, chociaż należy stwierdzić, że grupa ta była liczniejsza od drugiej, a zatem posiadała niewątpliwie pewną przewagę. Ale my – grupa II – nie czyniła z tego kwestii i zgodnie przyjęła werdykt. Tym bardziej, że wszyscy uczestnicy gry otrzymali nagrody w postaci uroczych filcowych serduszek z wersetami z Biblii.
Na zakończenie Poranka wszyscy zasiedliśmy do Świątecznej Jajecznicy, ciasteczek, kawy i herbaty. Jak co roku Poranek Wielkanocny jest miłym i sympatycznym wydarzeniem, angażującym i integrującym parafian, a nasze dzieci stają się animatorami i aktywnymi uczestnikami życia parafialnego.

Relacja z Kielc opisana przez Emilkę Malinowską

Dwudziestego ósmego kwietnia po nabożeństwie, wszyscy udali się do domu parafialnego w celu rozegrania Turnieju Wielkanocnego, przygotowanego przez uczniów szkółki niedzielnej oraz ich nauczycielkę. Dorosłych podzielono na dwie drużyny: Kurczaczki i Zajączki. Złożyło się tak, że Kurczaczki były żeńską drużyną, a Zajączki męską. Gra polegała na zgromadzeniu jak największej liczby punktów, które zdobywało się odpowiadając na pytania ze znajomości zawartości Ksiąg Starego i Nowego Testamentu. Po zsumowaniu wszystkich punktów okazało się, że zwyciężyły Kurczaczki.
Całe wydarzenie upłynęło w radosnej, pełnej śmiechu atmosferze, doprawionej paroma łyżkami lekkiej rywalizacji oraz pysznej jajecznicy ze szczypiorkiem.




  Koncert Wiosenny

Karabanio, Zespół etniczno-folkowy był gościem tegorocznego Koncertu Wiosennego, który odbył się w niedzielę, 28 kwietnia. Zespół Karabanio tworzą uczniowie szkół podstawowych nr 15 i 23 w Radomiu a założycielami Zespołu jest muzyczne małżeństwo, państwo Marlena i Mariusz Kowalscy.
Koncert Wiosenny charakteryzuje się wiosennym i  radosnym repertuarem. Dlatego pieśni, śpiewane zarówno przez dzieci jak i nasz chór, Chór Ewangelicki im. O. Kolberga, były pełne durowych, radosnych nut. W programach obu zespołów znalazły się pieśni religijne jak i ludowe.
Nowością koncertu była możliwość posłuchania gry na różnych, oryginalnych instrumentach. Bowiem pan Mariusz potrafi grać na wielu, egzotycznych instrumentach. Grając na instrumencie duduk, przeniósł słuchaczy Koncertu Wiosennego do odległej Armenii.
Po Koncercie, w sali parafialnej tradycyjnie odbyło się spotkanie przy kawie i cieście. Dzieci z uśmiechem na ustach pochłaniały wypieki naszych chórzystek.